poniedziałek, 24 lipca 2017

Master: Marcel

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Tyler się nie oszczędzał. Odkąd wyszedł ze szpitala, praktycznie od razu wrócił do treningów, ciągając mnie przy tym ze sobą. Tak naprawdę dopiero wtedy poczułem, jak wielka przepaść nas dzieliła. Byłem od niego o wiele słabszy i mniej wytrzymały. Codziennie rano, przed zajęciami, wyciągał mnie na przebieżkę. Czekał na mnie przed moim domem, ubrany w lekki, granatowy dres i sportowe buty, jego włosy związane były w wysoki kucyk. Ja byłem ubrany podobnie, z tym, że mój dres był oczywiście czarny. Patrzyłem z początku na niego jak na wariata, ale dość szybko przekonałem się, ile mi brakowało, by móc z nim konkurować, nawet pomimo tak długiej przerwy. Swobodnie biegał całe kilometry, gdy ja już padałem ze zmęczenia. Z początku starałem się dotrzymywać mu kroku, nie być gorszy, jednak w końcu nie dawałem już rady. Tak samo było, gdy zabierał mnie ze sobą na siłownię. Już nie był tylko moim trenerem, ćwiczyliśmy razem. Jeszcze długa droga była przede mną, jeśli chciałem być kimś na jego poziomie. Przystanąłem, pochylając się, by trochę odpocząć, nie mogłem złapać oddechu. Zatrzymał się i poklepał mnie po plecach.
– Jeszcze kawałeczek – oznajmił spokojnym głosem.
Pokiwałem lekko głową, nie miałem siły mu odpowiadać. Miałem wrażenie, że chciał się roześmiać, ale nie nabijał się ze mnie. Na szczęście. Sam wiedziałem, że byłem żałosny. Pokiwałem głową i wziąłem kilka głębszych oddechów. Wyprostowałem się i powoli potruchtałem dalej za Tylerem.
Na siłowni wcale nie było lepiej. Starałem się skupić na ćwiczeniach i nie porównywać się z nim, jednak nie było to proste.
– Zobaczysz, niedługo będzie lepiej – pocieszał mnie podczas przerwy.
– No nie wiem.
– Myślisz, że ja od razu byłem w formie? Wszystko wymaga ćwiczeń i cierpliwości.
– Chyba masz rację. – Westchnąłem.
To, co mówił, miało sens, ale gdzieś w podświadomości przez cały czas próbowałem się z nim porównywać, a w takim rozrachunku zawsze wychodziłem źle. Byłem słabszy, mniej wytrzymały. Powinienem się cieszyć, że w ogóle zaproponowano mi zastąpienie go, bo przecież przy nim naprawdę wypadałem słabo. Jeśli chciałem z nim kiedyś wspólnie wystąpić, czekało mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Gdy przychodziło do rozciągania, było nieco lepiej. Czułem się pewniej, miałem świadomość, że byłem raczej giętki i gibki, ale nawet tu mu ustępowałem. Ukradkiem przez cały czas go obserwowałem. Jak się wyginał, poruszał, co robił ze swoim ciałem. Ja tak nie potrafiłem.
– Nauczysz się – zaśmiał się, kiedy po raz kolejny narzekałem na swój brak umiejętności.
Natomiast miałem świadomość, że w tym momencie ćwiczyliśmy z różnych powodów – on musiał wrócić do formy, nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, w jakiej musiał być wcześniej, skoro teraz był tyle ode mnie lepszy, a ja szykowałem się do kolejnego występu.
Próbował mnie z jednej strony rozluźniać, a z drugiej wyciszać i uspokajać. To było tak inne od poprzedniego występu. A kiedyś zdawało mi się, że wystarczają umiejętności techniczne. Ćwiczyliśmy jogę, medytowaliśmy. Szlag mnie przy tym trafiał, szczególnie na początku, jednak Tyler był nieugięty.
– Daj spokój, przecież to jest bez sensu – bulwersowałem się.
– Na razie nie pokazujesz mi, żebyś umiał być spokojny.
Za to jego spokój w takich chwilach koszmarnie mnie irytował. Może dlatego, że sam tak nie potrafiłem? Roznosiła mnie energia, byłem niecierpliwy, jak miałem być spokojny?!
– Rozluźnij się, oczyść umysł – powtarzał w kółko. – Wdech i wydech. Nie myśl.
Łatwo mu było mówić, kiedy myśl o występie mnie stresowała, mięśnie i kości już mnie bolały, a sam byłem poirytowany.
– Chodź, mam pomysł – oznajmił w końcu.
Miałem nadzieję, że ten nie będzie gorszy od poprzednich. Wyszedł bez słowa, a zaraz potem wrócił. Gestem ręki nakazał mi pójść za nim. Weszliśmy do pokoju do masażu, gdzie czekało już jakiś dwóch gości. Wyglądało na to, że znali się z Tylerem.
– Ściągaj koszulkę – polecił, po czym zrobił to samo.
Położył się wygodnie na jednym ze stołów, a jeden z tych facetów – zapewne masażystów – podszedł do niego.
Nie bardzo wiedziałem, co powinienem zrobić. Czułem się tam trochę niepewnie.
– Też się kładź – powiedział do mnie z uśmiechem drugi z facetów.
– Daj mu najpierw chwilę popatrzyć – rzucił na szczęście Tyler.
Gość nie zaprotestował. Facet wziął jakiś olejek i roztarł go w dłoniach, po czym zaczął masować plecy Tylera, który mruczał z uśmiechem na ustach. Poczułem, że drugi masażysta klepnął mnie zachęcająco w bok, przez cały czas uśmiechał się do mnie pokrzepiająco. Niepewnie wdrapałem się na stół i położyłem na brzuchu. Zaraz potem poczułem na plecach ciepły, rozluźniający dotyk. Jednak zaraz potem poczułem też wszystkie spięte mięśnie, którymi wprawnie się zajmowano. Już prawie odpływałem, gdy zainteresował mnie jakiś inny dźwięk, więc otwarłem oczy. Zobaczyłem, że masażysta Tylera przygotowywał bańki, a chwilę potem zaczął przykładać je do jego skóry.
– Nie spinaj się – usłyszałem głos swojego masażysty.
– Przepraszam – szepnąłem.
Trochę się niepokoiłem, nigdy nie miałem stawianych baniek. Czy to boli? Obejrzałem się, by zobaczyć mężczyznę, który się mną zajmował. Zgodnie z moimi podejrzeniami, również je szykował.
– Będzie fajnie, zobaczysz – mruknął do mnie rozleniwionym głosem Tyler.
Spojrzałem na niego i lekko pokiwałem głową, starając się rozluźnić i czerpać przyjemność. Zaraz potem poczułem na plecach pierwszą bańkę.
Faktycznie okazało się, że bez powodu panikowałem, ale przecież sam widok przygotowań wyglądał trochę strasznie. Tyler się trochę ze mnie podśmiewywał, na co po prostu starałem się nie reagować, choć pewnie byłem czerwony jak burak. Nie sądziłem nawet, że taki masaż może być tak pomocny. No i nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo spięty byłem. Tyler miał rację – musiałem coś z tym zrobić.
– Musisz popracować nad swoją cierpliwością – mówił.
– Jestem cierpliwy – burknąłem.
– Tak, na pewno.
– Spadaj.
Miał rację, nie byłem cierpliwy, ale nie chciałem tego słuchać. Tak wiele miałem na głowie, musiałem przecież dać z siebie wszystko, rozwijać się, ćwiczyć, uczyć... a czas nie bierze się przecież znikąd.
– Pod koniec tygodnia muszę zrobić testy – powiedział mi, choć nie wiedziałem, po co.
Dowiedziałem się tego dopiero, gdy wziął mnie tam ze sobą. Na miejscu przebrał się w sportowy strój i oddał się w ręce tamtejszych ludzi. Wszedł na bieżnię, ubrali mu maskę tlenową i jakąś aparaturę na klatce piersiowej. Zaczął biegać, z początku dość powoli, potem coraz szybciej. Co jakiś czas podchodziła do niego pielęgniarka i nakłuwała mu palec. W końcu podniósł rękę, a bieżnia powoli się zatrzymała i usiadł na krześle, cały czas w aparaturze.
Podszedłem do niego niepewnie, gdy zdejmowali z niego to wszystko. Uzgodnili, że ogarną jego wyniki, a Tyler z uśmiechem im podziękował.
– Jak się podobało? – spytał mnie, gdy zostaliśmy sami.
Wzruszyłem tylko ramionami. W końcu co miało mi się tu podobać czy nie? Ja tylko na to patrzyłem.
– To teraz twoja kolej – oznajmił.
Spojrzałem na niego przerażony i zaskoczony jednocześnie, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Chwilę potem wróciła pielęgniarka, wyglądało na to, że już wcześniej zostali o tym poinformowani. Na drżących nogach poszedłem z nią. Nadal miałem na sobie sportowy strój, więc nie musiałem się przebierać. Wszedłem na bieżnię, gdzie założyli mi aparaturę. Nawet nie chciałem myśleć o tym, jak musiałem w tym wyglądać. Wiedziałem już, jak to ma wyglądać, więc tylko kiwałem głową, gdy szybko mi mówili, co i jak. Zacząłem biec, było nawet nieźle. Spokojnie, bez nerwów. Już prawie zdążyłem zapomnieć, co się wokół mnie działo, gdy jakby znikąd pojawiła się pielęgniarka z igłą. Skrzywiłem się, jednak nie mogła tego zobaczyć zza maski, i posłusznie wyciągnąłem rękę w jej stronę. Wzdrygnąłem się, czując ukłucie, a po chwili dostałem chusteczkę i miałem biec dalej. Stopniowo coraz szybciej. Potem kolejne ukłucie. I tak raz za razem, aż nie miałem już sił. Wtedy posadzili mnie na krzesełku, Tyler niemal momentalnie znalazł się obok mnie. Uśmiechał się, choć byłem pewien, że poradziłem sobie o wiele gorzej niż on.
Gdy zdjęli ze mnie aparaturę, mogłem się pójść wykąpać i przebrać – na szczęście miałem ze sobą swoją torbę, bo Tyler ostrzegał, że będziemy dzisiaj też ćwiczyć. Potem wróciliśmy do prowadzących badania, żeby z nami o nich porozmawiali. Zgodnie z moimi podejrzeniami, wiele ustępowałem Tylerowi, jednak nawet mimo to podobno miałem naprawdę dobre wyniki. Za to Tylera wyglądało na to, że znają już całkiem nieźle, bo nie byli specjalnie zaskoczeni i rozmawiali z nim raczej swobodnie.
– Jak się czujesz? – spytał, kiedy wreszcie stamtąd wyszliśmy.
– Chyba w porządku. Tylko jestem trochę zmęczony.
Roześmiał się. Tego dnia już nie trenowaliśmy, mogłem wrócić do domu i odpocząć, jednak nie mogłem wyciszyć myśli. Musiałem być w lepszej formie, dużo ćwiczyć, dawać z siebie wszystko. A do tego Tyler wymyślił sobie jeszcze to wyzwanie psychologicznie z wyciszaniem się. Pod wieczór dostałem SMS-a od niego, żebym wpadł pod jeden adres kolejnego dnia o siedemnastej. Nie wiedziałem, co planował, ale zgodziłem się. Chciałem też porozmawiać z Ally, jednak wydawała się jakaś dziwnie niespokojna i małomówna, więc nie naciskałem. Położyłem się na łóżku i zacząłem podrzucać piłkę. Nie wiedziałem już, co powinienem robić ani jak. Chciałem zaufać Tylerowi, że wiedział, co robi, tylko chyba nie potrafiłem być dość cierpliwy. Z drugiej strony bałem się, że go zawiodę. Uwierzył we mnie, dał mi szansę, poświęcał mi tyle czasu i uwagi, a ja mogłem tak łatwo to wszystko zmarnować, jeśli nie podołam temu, czego ode mnie wymagał.
Sprawdziłem w internecie, gdzie znajdował się podany przez Tylera adres. Nigdy nie byłem w tej części miasta. Był to jakiś blok. Chociaż drzwi były otwarte na oścież, zadzwoniłem domofonem pod wskazany numer mieszkania, jednak nikt nie odebrał. Nie do końca wiedziałem, co powinienem zrobić, w końcu trochę niepewnie wszedłem do środka i skierowałem się do drzwi mieszkania. Zapukałem, zadzwoniłem, lecz nadal – zero reakcji. Mam wejść? A może to jednak jakieś nieporozumienie, albo byłem pod złym adresem? W końcu nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
– Jest tu ktoś? – zawołałem, nie widząc nikogo.
Odpowiedziała mi cisza. Zrobiłem kilka kroków do przodu, gdy ktoś zaszedł mnie od tyłu i zasłonił jakąś szmatką usta. Instynktownie chwyciłem go za ramię, próbując odciągnąć go od siebie, ale miał mocny chwyt.
– Spokojnie, to ja – usłyszałem przy uchu.
Tyler? Spróbowałem na niego spojrzeć, jednak nie mogłem się zbyt bardzo ruszyć. Powoli czułem się coraz słabiej. Panikowałem. Nie wiedziałem, co się działo. Kątem oka zobaczyłem tam też Ally i Iana, który obserwowali to wszystko w milczeniu. Dlaczego mi nie pomagali? Byli w zmowie? Powinienem był posłuchać Konrada i nie ufać Tylerowi... Osuwałem się w jego ramionach, wzrok mi się zamazywał, przez cały czas miałem przy twarzy tę szmatkę. Nie mogłem się wyrwać, miałem coraz mniej sił.
Spróbowałem otworzyć oczy, ale czułem się otępiały. Mruknąłem niewyraźnie i obróciłem głowę. Chciałem poruszyć ręką, jednak coś mnie powstrzymało. Spróbowałem jeszcze raz, tym razem bardziej stanowczo. Nadal nic. Podniosłem głowę i momentalnie oprzytomniałem. Co do...? Byłem przykuty do jakiegoś fotela. Oczywiście rozebrany. Tyler stał z boku i się uśmiechał zadowolony, Ian siedział kawałek dalej z nagą Ally na kolanach, tak, że z pewnością wszystko doskonale widzieli. Ally również wydawała się spięta i niepewna.
– Nareszcie się obudziłeś – odezwał się w końcu Tyler, podchodząc bliżej.
– Co tu się dzieje? – niemalże krzyknąłem, znów spróbowałem się szarpnąć. Bezskutecznie.
– Jak to, co? Bawimy się.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że miałem już włożony do tyłka wibrator, który Tyler właśnie włączył. Zacisnąłem zęby i położyłem głowę.
– Nie spinaj się – zaśmiał się Tyler.
Pogładził mnie po udzie, spróbowałem odrzucić od siebie jego rękę.
– Przecież cię nie skrzywdzę – zaśmiał się.
– A ciekawe, co to teraz jest – warknąłem.
– Zabawa?
Założył mi knebel, po czym zapalił świeczkę i nachylił ją nad moim torsem. Pierwsze krople zaczęły parzyć moją skórę, za nimi były kolejne. Na torsie, brzuchu, udach...
Odłożył świeczkę i podkręcił wibracje. Jęknąłem. Co planował? Wziął do ręki jakieś urządzenie i nacisnął przycisk. Strzeliło. Prąd. Przyłożył do mojego brzucha. Podskoczyłem i jęknąłem, choć wcale nie było tak mocne, jak się spodziewałem. Bok. Podbrzusze. Udo. Drgnąłem, gdy przysunął to do mojego penisa, jednak na szczęście tylko mnie straszył. Penis sterczał radośnie. Byłem podniecony, nie gniewałem się już tak bardzo na Tylera.
– Pomyśl już nad tym tatuażem dla niego – dotarł do mnie głos Iana.
Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że on i Ally też tu byli. Moja dziewczyna patrzyła na to wszystko.
– Nie jest gotowy – odpowiedział mu Tyler.
Ally była spięta, opierała się plecami o tors Iana, posłusznie poddając się jego działaniom.
– Nie wstydź się – mówił do niej Ian, ale tak, że mogłem to usłyszeć.
Pocałował ją w ucho i bawił się budzącym do życia penisem.
– Może też powinnaś dostać wibrator, jak twój chłopak? – mruczał do niej.
Szarpnęła się delikatnie. Tyler obejrzał się na nich z uśmiechem, po czym upewnił się, że i ja wszystko widzę. Ian wyjął z torby wibrator i żel, po czym zmusił ją do rozsunięcia szeroko nóg. Widziałem. Wszystko. Dobrze i wyraźnie. Wsunął w nią na początek dwa nawilżone palce, by wreszcie wepchnąć i włączyć wibrator. Jęknęła głośno, odchylając głowę do tyłu. Niemalże w tym samym czasie Tyler zaczął poruszać wibratorem we mnie.
Dawno nie czułem się aż tak upokorzony. Ally też wydawała się zażenowana, policzki miała czerwone, ale jej mina świadczyła o tym, że to nie tylko podniecenie. Za to Tyler i Ian bawili się w najlepsze. Łypałem gniewnie na Tylera, jednak on się tylko bezczelnie śmiał. Wyjął swój penis z bokserek i zaczął sobie trzepać, aż w końcu wyjął ze mnie wibrator i sam we mnie wszedł i zaczął się poruszać. Od razu dość szybko i energicznie. Kątem oka zobaczyłem tylko, że Ian nasadził na siebie Ally. Na szczęście seks nie trwał już zbyt długo. Doszedłem sobie na brzuch, a Tyler spuścił mi się na twarz, po czym odsunął się i teraz obydwaj już patrzyliśmy na Iana i Ally. Zdjął mi knebel i rozkuł mnie, ale nawet nie było mi w głowie cokolwiek przerywać. Nie rozumiałem, dlaczego, ale chciałem na to patrzyć. Chciałem widzieć, jak dochodzi. Poruszała się już całkiem śmiało i odważnie. Mogłem podziwiać jej poruszające się i wyginające piękne ciało. Ale Ian nie dał jej tak łatwo dojść. Zrzucił ją z kolan na dywan. Spojrzała na niego z dołu, odgarniając potargane włosy do tyłu. Nie podniosła się, czekała na polecenia. Przysunąłem się do niej i ją pocałowałem. Czułem taką potrzebę. Usłyszałem wtedy śmiech Tylera i Iana, jednak nie zamierzałem się nimi przejmować.
– Obciągnij jej – rzucił do mnie rozbawionym głosem Ian.
Spojrzałem niepewnie najpierw na niego, potem na nią, po czym nachyliłem się nad jej penisem i wziąłem go do ust. Starałem się, żeby było jej dobrze.
– A ty na co czekasz? – dużo ostrzejszym głosem do Tylera, aż spojrzałem na to zaciekawiony.
Tyler zrobił niezadowoloną minę. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że Ally nie była tym ani trochę zdziwiona. Dalej bawiła się moimi włosami, pozwalając się zajmować sobą.
– Nie... – zaczął Tyler, ale Ian spojrzał na niego tak, że nie odważył się dokończyć.
Tyler aż warknął. Zdjął bokserki i wziął do ręki żel, który podał mu Ian. Nawilżył sobie szybko tyłek i przystanął plecami do Iana, który chwycił go za biodra i nasadził na swój penis. Tyler jęknął głośno, w życiu nie słyszałem, żeby wydawał z siebie takie dźwięki. Poruszał biodrami pewnie, poddawał się dotykowi Iana. Widać było, że nie robił tego pierwszy raz. Miał wściekłą minę, ale był posłuszny. Gdy dotarło do mnie, że się zamyśliłem, otrząsnąłem się i powróciłem do obciągania Ally. Westchnęła uroczo, uśmiechnąłem się. Doszła w moich ustach, a ja podniosłem się i pocałowałem ją. Nie zwracałem uwagi na Iana i Tylera. Objąłem mocno swoją dziewczynę, popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem. Czuła się już przy mnie swobodnie, co bardzo mnie cieszyło. Rozproszył nas głośny jęk Tylera.
– Tyler był kiedyś uległym Iana – szepnęła do mnie.
Popatrzyłem na nią, potem na nich. Nie może być... Ian dotykał ciała Tylera, gładził je, podszczypywał sutki, na co ten grzecznie pozwalał. Położył głowę na ramieniu Iana i rytmicznie poruszał biodrami. W końcu Ian doszedł we wnętrzu Tylera i zepchnął go z kolan. Tyler popatrzył na niego wściekły, natomiast naszego wzroku unikał. Uśmiechnąłem się, popatrzyłem na Iana, który puścił mi oczko. A więc to tak...

Zobacz stronę opowiadania "Master"

czwartek, 20 lipca 2017

Master: Grzesiek

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Od czasu wspólnej imprezy trochę się zbliżyliśmy z chłopakami, szczególnie ja, bo wiedziałem, że Piotrek znał się przynajmniej z paroma z nich już całkiem nieźle. Nawet na plaży chwilę porozmawialiśmy, Kajtek i Filip podeszli do mnie, gdy siedziałem ze swoją grupą. Pogadaliśmy jak starzy znajomi, o wszystkim i o niczym, pośmialiśmy się ze sobą i rozstaliśmy. Spodziewałem się też, że pewnie jeszcze nieraz zdarzy nam się zorganizować jakąś wspólną zabawę, stado zboczonych, napalonych samców w jednym domu. Nie miałem nic przeciwko, bardzo podobała mi się taka perspektywa. Paczka Maksa była naprawdę w porządku, bardzo różni ludzie w różnym wieku, ale wszyscy byli mili, otwarci i tolerancyjni. Nie trzeba tam było niczego ukrywać, każdy miał jakieś swoje dziwactwa i fetysze, których nikt nie skreślał. Choć spodziewałem się, że pewnie nie wszystko by tak łatwo przyjęli. Ja z pewnością też nie. Cieszyłem się też, że przyjęli nas tam jak swoich, nie jak jakichś gości, tylko po prostu kolejnych kumpli, z którymi zamierzali się dobrze bawić. Ale tym razem nie mieliśmy się z nimi spotkać. Piotrek wpadł na pomysł, że weźmie od Maksa klucze do domku i pojedzie tam ze mną, zrobimy sobie trochę niecodzienną sesję sam na sam. Trochę się niepokoiłem, co takiego chciał ze mną zrobić. Będzie bolało? A może zostanę upokorzony? Może jedno i drugie naraz albo jeszcze coś innego? Nie wiedziałem. I miałem się nie dowiedzieć aż do ostatniej chwili. Taki już był. Lubił napawać się naszą niepewnością. Czasem zastanawiałem się, czy inni domini też tak mieli, bo nie wiedziałem. Był moim pierwszym i jedynym Panem.
Nie wiedziałem, kiedy zdążył przechwycić klucze. Gdy kończyliśmy pracę i wsiedliśmy do jego samochodu, już je miał, więc mogliśmy się skierować prosto do domku. Próbowałem zapanować nad swoimi nerwami, ale nie udawało mi się ukryć lekkiego niepokoju przed Piotrkiem. Zbyt dobrze mnie znał, by nie wiedzieć, na co zwracać uwagę. Na szczęście nie komentował tego, tylko zerkał od czasu do czasu i uśmiechał się nieco złośliwie. Z szybko bijącym sercem wyszedłem z samochodu i na drżących nogach podążałem za Piotrkiem w stronę drzwi. Weszliśmy do środka.
– Siadaj na kanapie. Chcesz coś do picia?
– Herbatę. Poproszę.
Pokiwał głową i po chwili zniknął w kuchni. Zostałem sam w salonie. Rozejrzałem się dookoła, to miejsce nawet z pozoru nie mogło przypominać normalnego domu. Wszędzie było widać jakieś gadżety, zabawki... Był nawet wybieg dla psów z ogrodzeniem, budą i całą resztą. Uśmiechnąłem się. Wiedziałem, że Kasjan był pieskiem, paru pozostałych też chętnie przynajmniej od czasu do czasu się tak pobawiło. Wkrótce pojawił się Piotrek, podając mi kubek, usiadł naprzeciwko mnie.
– Trochę wysiłku włożyli w to miejsce – zauważyłem.
– Prawda – przyznał i upił łyk kawy. – Ale dzięki temu mają jakieś swoje miejsce, moim zdaniem to fajna inicjatywa.
Pokiwałem głową w odpowiedzi. Z pewnością miło było mieć się gdzie spotykać w większym gronie, nie musząc się niczym martwić. Nadal byłem nerwowy, za to Piotrek zdawał się być całkowicie zrelaksowany, czego nie potrafiłem zrozumieć. Chociaż z drugiej strony, on wiedział, co się miało dziać, ja – nie.
Wcale nie poczułem się lepiej, gdy odłożyliśmy puste kubki na stolik. Wiedziałem, że to widział, cały drżałem ze strachu. Uśmiechnął się pokrzepiająco i rozpiął swoje spodnie, po czym wyciągnął na wierzch swój penis. Oblizałem wargi, posłusznie wstając z kanapy, i zbliżyłem się do niego, by przyklęknąć między jego nogami. Nie musiał nic mówić, wiedziałem, co miałem zrobić. Ująłem dłonią jego twardniejący z każdą chwilą członek, zaraz potem wziąłem go do ust. Starałem się skupić na swoim zadaniu, zadowalać go najlepiej, jak potrafiłem. Poczułem jego dłoń na swojej głowie, delikatnie bawił się moimi włosami, od czasu dociskał mnie mocniej do swojego krocza, przez cały czas przy tym mruczał i wzdychał, nie hamował odgłosów. W końcu odciągnął mnie od siebie za włosy, spojrzeliśmy sobie w oczy. Zobaczyłem to drapieżne, groźne spojrzenie i znów poczułem, że się stresuję. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że trochę się rozluźniłem podczas obciągania.
– Idziemy – zakomenderował.
– Tak, panie.
Posłusznie wstałem, a gdy ruszył w stronę korytarza, poszedłem za nim. Nie wiedziałem, dokąd mnie prowadził, wyglądało na to, że już miał wszystko przygotowane. Znów zaczynałem czuć, jak mocno waliło mi serce, a drżące nogi nie chciały iść przed siebie. Otworzył drzwi do jednego z pomieszczeń i przepuścił mnie w nich, po czym zamknął je za nami. Przełknąłem ciężko ślinę, widząc wyposażenie pokoju, obejrzałem się na Piotrka. Uśmiechał się pewnie. Co takiego zamierzał mi zrobić?
– Rozbierz się – padło krótkie polecenie.
Bez wahania zdjąłem krawat, który zaraz potem położyłem na krześle przy drzwiach. Zaraz potem pozbyłem się też butów, spodni i skarpet. Powstrzymał mnie, gdy chciałem zdjąć koszulę.
– Wystarczy – powiedział z uśmiechem. – Teraz się tam połóż.
Wskazał na coś, co zapewne oryginalnie było jakimś urządzeniem do ćwiczeń. Nie znałem się na tym za bardzo, jakoś nigdy mnie do sportu nie ciągnęło, ale takie sprawiało to wrażenie. Gdy usiadłem, przykucnął przy moich nogach i przywiązał kostki, przez co nie mogłem ich podnieść. Delikatnie popchnął mnie i unieruchomił również moje nadgarstki pode mną. Odszedł ode mnie, by po chwili wrócić z resztą wyposażenia. Założył mi zabudowany knebel i opaskę na oczy, a po obu stronach obroży przyczepił łańcuchy, unieruchamiając moją głowę. Czułem, jak pociły mi się ze stresu dłonie, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nic nie widziałem, nie mogłem mówić, byłem unieruchomiony. Rozpiął moją koszulę i rozsunął ją, odsłaniając mój tors, po czym oddalił się. Usłyszałem, że usiadł na kanapie za moją głową, a zaraz potem poczułem na skórze packę. Nie uderzał nią, tylko przesuwał, kreśląc różne wzory, ale mimo wszystko się spiąłem, mój oddech przyspieszył. Wiedziałem, że w każdej chwili mogłem się spodziewać ciosu. Jęknąłem głucho, gdy pierwsze uderzenie padło na jeden z moich sutków, a za nim posypały się kolejne. Z początku delikatne, z czasem coraz mocniejsze. Instynktownie spróbowałem się szarpnąć, jednak unieruchomiona obroża spowodowała, że zacząłem się dusić, więc ponownie położyłem głowę. Jęczałem tak głośno, jak tylko pozwalał mi na to knebel.
Zacząłem kręcić głową, starając się dać mu do zrozumienia, że miałem już dość. Skóra paliła, ból był nie do zniesienia. Wtedy zaczął uderzać w drugi sutek, nie zaczął już tak delikatnie, jak poprzednio, a w pewnym momencie zaczął mieszać, czasem uderzał w jeden, a czasem w drugi. Kiedy ponownie zacząłem się szarpać i wierzgać, przerwał. Z początku spodziewałem się, że zaatakuje z zaskoczenia, ale poczułem na twarzy jego dłoń. Odetchnąłem głębiej. Poprawił opaskę i knebel, by po chwili znów zacząć znęcać się nad moimi sutkami. Tym razem nie dałem już rady tak długo, dość szybko próbowałem się wyrwać, a gdy przez duszenie się, zmuszony byłem jednak położyć głowę, zacząłem nią energicznie kręcić na boki. Dość! DOŚĆ! Przerwał. Teraz już tak łatwo mu nie uwierzyłem. Dopiero kiedy usłyszałem, jak odkłada packę, po czym zaczął mnie uspokajająco głaskać po twarzy, trochę się uspokoiłem. Mój oddech się uregulował, Piotrek zdjął mi knebel i opaskę, więc oblizałem usta i spojrzałem w dół. Mój penis stał na baczność. Popatrzyłem na Piotrka, miał zadowoloną minę. Na chwilę uwolnił moje ręce i pomógł pozbyć się koszuli, którą następnie położył razem z resztą moich rzeczy. Znów gdzieś poszedł, by chwilę później wrócić. Usiadł na kanapie i przysunął do mojego torsu ostrogę. Podniosłem głowę spanikowany. Chyba nie zamierzał...?! A jednak! Szarpnąłem się, gdy dotknęła mojego nadwrażliwego sutka, czułem drobne igiełki wbijające się w zaczerwienioną, zbolałą skórę. Jęczałem teraz głośno i płaczliwie, ale był bezlitosny. Na szczęście nie trwało to długo, zabrał ją ode mnie, a ja poczułem, że moje policzki były mokre. Uwolnił moją szyję, następnie kostki i nadgarstki, więc powoli usiadłem i spojrzałem na niego. Na jego sterczący radośnie penis i na mój, który wcale nie opadł.
Pociągnął mnie za ramię do siebie i zmusił do położenia się na kanapie, po czym nachylił się nade mną. Przejechał językiem od mojego ucha w dół. Lizał obolały tors i sutki, zasysał je i podszczypywał. Nie byłem w stanie nad sobą panować. Wiłem się pod nim, głośno jęcząc. Tak wiele uczuć, wrażeń. Przerastało mnie to. Bokserki były już mokre. Wsunął w nie dłoń i wodził palcami po moim penisie. Wypchnąłem biodra w górę. Tak dobrze. Jeszcze... Szybkim ruchem rozebrał mnie do końca i rozszerzył moje nogi. Wylał trochę żelu na moje wejście i stanowczo na nie naparł. Krzyknąłem. Wszystko wokół płynęło. Poruszał się pewnie, mocno uderzał, nie spoglądając na mnie. Wygiąłem się w łuk i zacisnąłem zęby, wchodził teraz jeszcze głębiej. Przez moment nasze spojrzenia się skrzyżowały, jednak mój wzrok był przymglony i nie docierało do mnie zbyt wiele. Przewrócił mnie na brzuch, prawie natychmiast ponownie wdzierając się do mojego wnętrza. Szarpnął mnie za włosy, poruszał się teraz szybko, raz za razem uderzając biodrami o moje pośladki. Oparłem się dłońmi o kanapę. Wyłem, jęczałem, krzyczałem. Chciałem skończyć i nigdy nie kończyć jednocześnie. Puścił moje włosy i znów wchodził wolniej i głębiej. Sapałem, starając się wychodzić mu naprzeciw. A w końcu przycisnął mnie całym swoim ciężarem do kanapy i poruszał tylko biodrami. Szybko i ostro. Doszedłem z głośnym krzykiem, odchylając głowę do tyłu. On wytrysnął kilka ruchów później, wbił zęby w moją szyję i po kilku ostatnich pchnięciach wysunął się z mojego wnętrza. Pchnął mnie na kanapę, ale nawet gdyby tego nie zrobił, sam bym na nią opadł. Dawno nie miałem tak dobrego i wyczerpującego seksu.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

NEWS

Krótkie podsumowanie tego, co zrobiłam, podczas gdy nie wrzuciłam żadnego rozdziału (postaram się dzisiaj wrzucić):
  1. dorzuciłam na stronę o sobie autoportret, jakby kogoś interesowało, z jak dziwnym człowiekiem (dziwną Marchewką?) ma tutaj do czynienia :D
  2. zrobiłam stronę z fanfikami, żebyście mogli je sobie spokojnie czytać, kiedy chcecie, bez szukania -> LINK
    <- Jest też dostępny z boku na liście

poniedziałek, 10 lipca 2017

Master: Konrad

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Zaczynałem się budzić, poruszyłem się i mruknąłem cicho, po czym powoli otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokół siebie. Było mi jakoś chłodno, brakowało obok ciepła drugiego ciała i dopiero po chwili dotarło do mnie, że Kasjan najprawdopodobniej już wstał. Z jękiem niezadowolenia leniwie podniosłem się do siadu. W pokoju nie było również kota, więc zapewne powinienem znaleźć ich razem. Wstałem z łóżka i w samych bokserkach skierowałem się do salonu. Już na korytarzu zacząłem słyszeć jakieś ciche dźwięki, więc po cichu zajrzałem do pomieszczenia. Zastał mnie tam niecodzienny widok. Kasjan grał na pianinie, włosy miał związane w dwa malutkie warkoczyki, miał na sobie luźną błękitną koszulkę i bokserki, a na jego kolanach leżał kot, który z zafascynowaniem przyglądał się pianinu. Uśmiechnąłem się na tę rozczulającą scenkę. Powoli, by nie spłoszyć żadnego z nich, podszedłem do nich i położyłem Kasjanowi dłonie na ramionach. Podskoczył i obejrzał się przez ramię.
– Cześć, księżniczko – uśmiechnąłem się do niego ciepło.
Kot miauknął cichutko, a Kasjan niepewnie odwzajemnił uśmiech. Pochyliłem się nad nim i pocałowałem go w policzek.
– Nie chciałem cię obudzić – powiedział po chwili, miał przepraszający wyraz twarzy.
– Nie obudziłeś, spokojnie. – Czasami niemożliwie mnie rozczulał.
Usiadłem obok niego, przesunął się, robiąc mi więcej miejsca. Pogłaskałem Mruczka po małym łebku i objąłem Kasjana ramieniem.
– Graj dalej – zachęciłem go.
Położył dłonie na klawiaturze, przymknął oczy, jakby próbował sobie coś przypomnieć, i znów zaczął grać. Nie znałem tego, co grał, ale dobrze mi się tego słuchało, podziwiałem też, jak sprawnie radził sobie z instrumentem. Był niesamowity. Co prawda, wiedziałem już, że musiał być naprawdę dobry, skoro miał za sobą wygraną w Konkursie Chopinowskim, ale co innego wiedzieć, a co innego mieć okazję doświadczyć tego na żywo. Wtuliłem w niego głowę i przysłuchiwałem się grze. Dopiero po chwili przypomniała mi się jedna ważna sprawa.
– Kaś, wziąłeś już leki? – spytałem.
Zmarszczył się i wydał z siebie jęk niezadowolenia.
– Nie chcę tego brać – powiedział. – Nie da się na nich funkcjonować, jestem po nich zmulony.
– Obiecuję, że pogadamy z lekarzem na ten temat, ale jeszcze dziś, proszę cię, weź te leki.
– Muszę?... – jęknął niezadowolony.
– Dla mnie.
Zanim zdążył zaprotestować, poszedłem po jego leki, by po chwili znów usiąść obok niego. Podwinąłem rękaw jego koszulki i przemyłem skórę na ramieniu. Skrzywił się, gdy wbiłem igłę w skórę na ramieniu i wstrzyknąłem zawartość strzykawki. Sprzątnąłem wszystkie przybory, by nie wchodziły mu w oczy.
Co miałem powiedzieć, sam zauważyłem, jak leki na niego działały. Zgadzałem się z jego obserwacjami, ale jeśli te leki miały mu pomóc, byłem skłonny się pogodzić z konsekwencjami. Ale na pewno rozmowa z lekarzem nie zaszkodzi, może da się coś z tym zrobić. Była też druga sprawa, która mnie martwiła w ostatnim czasie. Adam. A właściwie sesje z nim, na które przez ciążę Gosi nie miał czasu. A ja miałem swoje potrzeby.
– Pogadaj z Maksem – zaproponował Kasjan.
Stwierdziłem, że to właściwie nie był głupi pomysł, przecież już się całkiem nieźle znaliśmy, a w paczce już nie jeden raz pojawiały się roszady. Spodziewałem się też, że gdy urodzi się dziecko, Adamowi wcale czasu nie przybędzie. Ale należało porozmawiać również z Adamem, i to wcześniej. Na szczęście obydwaj poparli ten pomysł i Maks zaproponował, żebyśmy wpadli do niego z Kasjanem na wspólną sesję. Zadzwoniłem też do lekarza Kasjana i wziąłem go na głośnik, żebyśmy mogli z nim wspólnie rozmawiać. Przedstawiliśmy mu zaistniały problem. Zaproponował zmniejszenie dawki leków o połowę. Kasjan przystał na tę propozycję. Po południu natomiast wybraliśmy się do Maksa. Trochę się stresowałem, czy miałem szansę się odnaleźć w jego gromadce? Do tej pory Adam był moim jedynym Panem, choć to nie on mnie w to wszystko wprowadził. Ale wiedziałem, że Maks był wyrozumiałym i inteligentnym gościem, który z pewnością mnie nie skrzywdzi, ani nie zrobi nic wbrew mojej woli. Na tyle już go znałem.
Poczęstował nas herbatą, zachowywał się spokojnie i życzliwie, ale mimo to byłem kłębkiem nerwów. Kurczowo trzymałem pełny kubek, Kasjan i Maks rozmawiali, jednak nie słuchałem ich.
– Konrad? – dotarł w końcu do mnie głos Maksa.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że obydwaj się we mnie wpatrywali.
– Przepraszam, zamyśliłem się – rzuciłem szybko, głos mi trochę drżał.
– Denerwujesz się? – spytał poważnym głosem Maks.
– Trochę – przyznałem.
Było mi wstyd, ale nie byłem w stanie nad tym zapanować. Czułem, że zaczynałem się rumienić.
– Chcesz porozmawiać? – zadał kolejne pytanie.
– Przecież rozmawiamy.
– O swoich wątpliwościach.
Nie dawał za wygraną. Westchnąłem i pokiwałem głową. Wątpliwości było wiele, jednak prawie na pewno przynajmniej większość z nich była nieuzasadniona.
– To po prostu oczekiwanie, nowa sytuacja. – Wzruszyłem ramionami.
– Nie zrobię nic, czego nie będziesz chciał – nadal brzmiał bardzo poważnie, może nawet jeszcze bardziej poważnie, niż dotąd.
– Wiem. Muszę się tylko przyzwyczaić, widzę przecież, jak traktujesz Kasjana.
Kiedy mieliśmy w końcu przejść do rzeczy, jednocześnie ucieszyłem się i zestresowałem jeszcze bardziej. Ta mieszanka uczuć mnie dobijała. Z kolei Kasjan zdawał się być podekscytowany. Rozebraliśmy się, stanąłem nago obok swojego faceta, naprzeciw Maksa, który siedział wygodnie w fotelu. Wyglądał na zadowolonego.
– Mam tu wasze maski – oznajmił, pokazując nam je.
Przełknąłem ślinę, starając się to robić tak dyskretnie, jak to tylko możliwe. Adam zdążył już przekazać mu maskę? Kasjan chętnie chwycił swoją i ją założył, ja miałem pewne opory. Maks zachęcał mnie z uśmiechem, wiedziałem, że to przecież nic takiego, ale gdzieś w głowie brzęczało mi, że to upokarzające, poniżające. To było głupie, miałem tego świadomość, jednak jakoś nie mogłem się przemóc. Widząc to, Kasjan wziął maskę od Maksa i podszedł z nią do mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, chyba trochę się o mnie niepokoił. Uśmiechnąłem się niepewnie, biorąc od niego maskę. Popatrzyłem na nią jednak bez zaufania. Przecież już to robiłem, jeszcze raz też dam radę. Wstrzymałem oddech i ubrałem maskę. Odwróciliśmy się z powrotem w stronę Maksa, który uśmiechał się zadowolony.
– No to teraz jeszcze ogonki – powiedział, szczerząc się.
Spod maski na szczęście nie było widać coraz większych rumieńców, ale włożyłem ogonek. Zaraz potem obydwaj znaleźliśmy się na czworaka. Kasjan szczeknął do niego, na co uśmiech Maksa stał się jeszcze szerszy.
Mieliśmy się zachowywać jak psy, ale niezbyt potrafiłem, mój facet zaczepiał mnie i trącał nosem, w końcu udało mu się mnie w to wciągnąć. Potem też trochę aportowaliśmy. Nie robiliśmy nic skomplikowanego, wiedziałem, że to miało być takie na rozgrzewkę. Maks nie chciał mnie wystraszyć. Spodziewałem się, że wiedział, co robiłem z Adamem, po prostu chciał mnie powoli wdrożyć, chyba nie był to taki zły pomysł. Po wszystkim na spokojnie też porozmawiał z nami o wrażeniach. Zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie, był profesjonalny, opanowany, uważnie nas obserwował i dbał o nas. Również posiadanie wspólnego Pana ze swoim facetem wydawało mi się całkiem niezłym pomysłem. Pod wieczór wróciliśmy do domu, Kasjan nakarmił kota i mogliśmy wziąć wspólną, relaksującą kąpiel.
– Podobało ci się? – spytał w końcu.
Popatrzyłem na niego. Siedział po ramiona w pianie, miał ją również na szyi, związane wysoko włosy miały mokre końcówki.
– Tak, chociaż mam nadzieję, że to był tylko taki wstęp? – zaśmiałem się.
– Spoko, jeszcze nieraz będziesz marzył, żeby był delikatny.
Roześmialiśmy się. Zbliżyłem się do niego, by go pocałować. Odwzajemnił. Czule, nieco drażniąco. Dawał mi do zrozumienia, że nie położymy się od razu spać, nie miałem nic przeciwko. Objął mnie wokół szyi, mocząc przy tym też moje włosy. Kochałem go, byłem tego pewien, nie zamieniłbym go na nikogo innego.

Zobacz stronę opowiadania "Master"
Batman Logo