sobota, 27 maja 2017

Enslaved 42

Nie wiedzieli, czego ich właściciel mógł od nich chcieć. Nigdy. Dowiadywali się tego zazwyczaj dopiero, kiedy się u niego stawili. Jednak nie narzekali, przyzwyczaili się, że tak wyglądała ich sytuacja. Zresztą, czy świadomość tego, co mężczyzna planował, miała jakiekolwiek znaczenie wcześniej? Przecież i tak nie mieli prawa mu odmówić, nie zgodzić się czy zbuntować. Mieli obowiązek wykonywać wszystko to, czego od nich zażądał, tego zostali nauczeni. Jednak choć znali swoje miejsce, nie mogli być pewni, czy byliby w stanie zrobić dosłownie wszystko, a to mogło im przynieść zgubę. Jedyne, co zyskaliby na wcześniejszych informacjach, to okazja to stresowania się tym, co i tak było dla nich nieuniknione. Można by powiedzieć, że była to możliwość przygotowania się psychiczne, jednak uważali, że gdyby była to sprawa, która by tego od nich wymagała, to chyba woleliby nie wiedzieć o niej wcześniej. Oznaczałaby bowiem coś, co mogło być dla nich coś, czego nie chcieliby doświadczyć, włącznie z pozbawieniem ich życia. Każdego dnia musieli liczyć się z taką ewentualnością, tym bardziej, że niewolników w posiadłości Jacka tylko przybywało i już jakiś czas temu zauważyli, że tak naprawdę nie potrzebował ich wcale w takich ilościach, a to oznaczało, że w każdej chwili mógł się ich pozbyć.
I tym razem Simon nie wiedział, o co mogło chodzić, gdy został wezwany. W ostatnim czasie mężczyzna wiele razy wyręczał się nim, Jaredem i Nicky przy zajmowaniu się bliźniętami. Najwyraźniej sam nie miał ochoty sam się tym zajmować. Nie musiał tego rozumieć, choć doskonale pamiętał, że brunet zajmował się nim i Jaredem. Co więc się zmieniło? Ciekawiło go to, lecz był świadom, że nie była to jego sprawa. Grzecznie zapukał do drzwi, zanim odważył się wejść do środka.
– Witaj, panie – odezwał się od progu, słysząc, że w pomieszczeniu panowała cisza.
Dopiero wtedy zauważył, że oprócz Jacka był tu również jego brat. Zauważył też, że obydwaj mieli zadowolone miny, miał nadzieję, że i tym razem sprawy zakończą się dla niego pomyślnie.
– Simon, pojedziesz z Mattem – rzucił od razu brunet. – Masz się go słuchać.
– Tak, panie.
Nie dowiedział się zbyt wiele o tym, co miało nadejść, ani dlaczego ten mężczyzna miał go dokądkolwiek zabierać. Nie dostał też polecenia, by cokolwiek przygotować lub się przebrać. Na szczęście na zewnątrz było w miarę ciepło, a droga do samochodu niedługa. Matt zajął miejsce za kierownicą i ruszył. Przez przyciemniane szyby samochodu był pewien, że nikt nie widział, kto siedział wewnątrz.
Słońce już zaszło, gdy samochód się zatrzymał. Opuścili go i oczom chłopaka ukazał się hotel, który już miał okazję widzieć. Nie było to zresztą zbyt dawno, pamiętał wszystko doskonale, choć przecież był cały przejęty. Wysoki, przytłaczająco ekskluzywny budynek, w którym nie pojawiał się byle kto. Teraz już rozumiał, co się działo. Jack go sprzedawał, a Matt miał dopilnować formalności. Nie miał im tego za złe, wiedział, że w każdej chwili mógł nadejść ten dzień, a odsprzedanie go komukolwiek było przecież czymś lepszym dla niego niż zabicie. Żal mu było tylko tego, że nie dostał nawet możliwości pożegnania się z przyjacielem, którego mógł już nigdy w życiu nie zobaczyć. Mimo wszystko nie dał po sobie tego poznać, nadal pilnował, by jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, które mogłyby się odwrócić przeciwko niemu. Wiedział, że musiał być bardzo ostrożny i robić dobre wrażenie. Czy się bał? Szalenie, ale zapanowanie nad sobą było kluczowe, by nie trafić w ręce kogoś, kto mógłby go zbyt bardzo skrzywdzić. Pamiętał poprzednią aukcję, gapiących się na niego bogatych mężczyzn, spośród których zapewne większość stanowili tacy, którzy byli zwykłymi potworami. Rozrywką było dla nich katowanie i znęcanie się nad innymi, wyładowywali na nich swoje frustracje, robili, co chcieli, bo wszystko mogli.
Grzecznie wykonywał polecenia, których tak naprawdę Matt nie musiał mu mówić. Wiedział, co i w jaki sposób powinien robić. Umiał się zachować i starał się zapanować nad swoimi nerwami. Musiał się skupić na swoim obecnym zadaniu, przyciągnąć klientów, sprawić, by chcieli jak najwięcej za niego zapłacić. Jareda mógł już tylko zachować w pamięci jako miłe wspomnienie, część swojej przeszłości, której już nigdy nie odzyska, bo tym przecież był. Wszystko, co przeżył do tej pory, w tym momencie wydawało mu się tak bardzo odległe. Już prawie zapomniał, jak to było być zwykłym nastolatkiem, tak wiele zmieniło się od tego czasu. Starał się nie patrzyć na Matta, bał się, że zostałoby to niewłaściwie odebrane. Jednak nie patrzył też na nikogo innego, nie miało to przecież znaczenia, na kogo patrzył. Wolał nie stresować się tym, że ten czy tamten mógłby go kupić. Przecież i tak nie mógł tego zmienić, a musiał być posłuszny, by nie rozczarować swojego sprzedawcy. Nie słuchał też padających raz po raz kolejnych kwot, nie miały znaczenia. Po prostu czekał, aż licytacja dobiegnie końca, a on znajdzie się w posiadaniu kolejnego właściciela, któremu ponownie będzie musiał być posłuszny i z pełnym oddaniem będzie musiał wykonywać wszystkie jego polecenia, bez względu na to, jakie będą.

Zobacz stronę opowiadania "Enslaved"

środa, 24 maja 2017

Master: Misiek

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Nie wiedziałem, jakim cudem dałem się na to namówić. Pomysł wydawał mi się tak absurdalny, jak i pasjonująco oryginalny, że chyba zrobiłem to z ciekawości. Daniel zaproponował rozbierane szachy. Oczywiście byliśmy u mnie w domu, ale rodziców akurat nie było. Wyjechali we dwoje na jakiś romantyczny weekend, co oczywiście było mi na rękę. Maćka też gdzieś wybyło, nie wiedziałem, kiedy zamierzał wrócić, ale nie miało to większego znaczenia. Nim się nie przejmowałem.
– Mogłeś po prostu powiedzieć, że chcesz mnie przelecieć – zaśmiałem się, kiedy zbił kolejną moją figurę.
Zdjąłem z siebie już drugą skarpetkę, zostałem w samych bokserkach.
– Przecież umówiliśmy się, że na górze będzie ten, kto wygra – odpowiedział z cwanym uśmiechem na twarzy.
– To oczywiste, że ty wygrasz.
– Skąd wiesz?
– Bo jesteś lepszy? Obaj to wiemy.
– Może w ostatnim momencie ci się podłożę? – kusił.
Spojrzałem na niego, starając się zrozumieć jego niecny plan. Chciał mnie przelecieć czy być przelecianym?
Oczywiście, że był to blef. Jakże by inaczej. Nawet nie doszliśmy do łóżka, zrobiliśmy to na podłodze. Chyba bardzo mu się chciało, bo aż czułem, że przesuwałem się po podłodze. Ale nie narzekałem. Obydwaj byliśmy dzięki temu zaspokojeni. Leżeliśmy później wtuleni w siebie, nadal na podłodze. Zauważyłem, że Daniel czasem lubił być na górze, czasem mu się po prostu chciało. Zresztą chyba nie było w tym nic złego. Macałem go trochę leniwie, bawiąc się też trochę nie tak dawno przekłutymi sutkami, na co zareagował mruknięciem. Spojrzałem na niego zaciekawiony.
– Nie chcesz? – zapytałem.
Roześmiał się.
– Macaj dalej. – Przysunął się bliżej, ale chyba zauważył, że nie wiedziałem, o co mu chodziło i oczekiwałem choćby słowa wyjaśnienia. Westchnął. – Jest inaczej – powiedział, spoglądając gdzieś w przestrzeń.
Zmarszczyłem brwi. W pierwszej chwili nie skojarzyłem, o co mu chodziło.
– Zrobiły się wrażliwsze.
Ach, więc o to chodzi. Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
– Podobno tak się zdarza – odparłem, z uśmiechem spoglądając na jego twarz. – I w drugą stronę też.
– A u ciebie jak było?
– Hym... – musiałem się zastanowić. Czy w ogóle zauważyłem jakąś różnicę? – Może trochę też.
Lubiłem takie chwile, gdy po prostu leżeliśmy wtuleni w siebie, chodziliśmy gdzieś razem... Ogólnie bardzo lubiłem spędzać z nim czas, on ze mną chyba też. Jednak poczułem się niepewnie, gdy zaproponował wspólne wyjście do klubu. Ostatniego swojego wypadu nie wspominałem zbyt dobrze. Wtedy, z Kasjanem, z Robertem.
– Sami, we dwóch – obiecał.
– No nie wiem – powiedziałem, mocniej do niego przylegając.
– Będzie fajnie, obiecuję – dodał, na co tylko westchnąłem.
Czułem, że zależało mu na tym wyjściu, w sumie rozumiałem to, że chciał wyjść do ludzi, a nie przez cały czas siedzieć w czterech ścianach. No i tak naprawdę to cieszyłem się, że nie chciał iść sam, tylko próbował wyciągnąć mnie ze sobą.
– Wrócimy, jeśli nie będzie ci się podobało.
Roześmiałem się, chcąc rozładować atmosferę, nie chciałem, żeby uznał, że ja nie chcę. Po prostu czułem się niepewnie.
– No dobrze – zgodziłem się w końcu, za co dostałem buziaka.
– To jutro idziemy – poinformował mnie.
– Coś jest jutro? – upewniłem się, że nie próbuje mnie w nic wciągnąć.
– Nie. – Tym razem to on się roześmiał. – Po prostu nie chcę, żebyś się rozmyślił.
Następnego dnia Maciek przyglądał mi się uważnie, kiedy zbierałem się do wyjścia. Daniel miał po mnie wpaść pół godziny później. Zdecydowałem, że nie ma sensowniejszych ubrań na świecie niż czarne, serio. Są tak bardzo nieproblematyczne. Pozwoliłem sobie też pożyczyć od brata jakieś fajne perfumy.
– Nie będę znowu po ciebie leciał – oznajmił, patrząc na mnie sceptycznie.
W ogóle we mnie nie wierzył.
– Mógłbyś chociaż poudawać, że się cieszysz, że nie będzie mnie w domu – odparłem.
– No, z tego mogę się cieszyć – przyznał, po czym wyjął z lodówki puszkę piwa.
Przewróciłem oczami i szybko ułożyłem włosy. Gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, Maciek poszedł otworzyć, a ja szybko ogarnąłem się do końca.
– Cześć – przywitał się Daniel.
Miał na sobie ciemnofioletową bluzkę i czarne spodnie, ale on zawsze wyglądał świetnie. Pewnie nawet nie musiał się starać, żeby tak było.
– Gotowy? – spytał, patrząc na mnie z uśmiechem.
– Tak.
Przysunąłem się do niego i mocno pocałowałem, na co Maciek zareagował prychnięciem, jednak Daniel i ja nie zamierzaliśmy się tym przejmować.
Oczywiście okazało się, że to ten sam klub, który już miałem okazję widzieć, co mnie zbytnio nie zaskoczyło. Już wtedy odniosłem wrażenie, że oni go lubią. Nie zamierzałem dyskutować na ten temat ze swoim brakiem wiedzy i doświadczenia, dotarło do mnie, że widać jest w tym klubie coś, czego w innych nie ma, a co im się podoba. I tyle. Czymkolwiek by to „coś” nie było. Daniel wziął mnie za rękę i pociągnął do baru, gdzie zamówił nam po piwie, po czym usiedliśmy przy jednym ze stolików. Z początku byłem trochę spięty, ale w końcu stwierdziłem, że to bez sensu. Przecież przyszedłem się tu dobrze bawić ze swoim chłopakiem. Przysunąłem się bliżej do niego i dyskretnie pocałowałem go w policzek, ale on najwyraźniej nie zamierzał być dyskretny, bo przyciągnął mnie za brodę i złączył nasze wargi. No, to teraz już wszyscy wiedzieli, że byliśmy razem. Objął mnie ramieniem, więc wtuliłem się w niego. Siedzieliśmy, popijając piwo i po prostu przyglądając się temu, co się działo dookoła. Kiedy myślałem, że już tak w spokoju spędzimy wieczór, wyciągnął mnie na parkiet.
– Nie umiem tańczyć – opierałem się z początku, przekrzykując muzykę.
– Nieważne – odpowiedział, śmiejąc się wesoło.
W końcu ustąpiłem. Nawet dałem się w to wciągnąć, tańczyliśmy, ocieraliśmy się o siebie, macaliśmy i całowaliśmy się. Wszyscy to widzieli. I było mi z tym dobrze.
Gdy zabrakło nam już sił i zeszliśmy z parkietu, czułem, że w spodniach zrobiło się ciasno. Zresztą nie tylko mnie. Jednak Daniel zdawał się ignorować temat, przynajmniej na razie.
– Stoi mi – dałem mu do zrozumienia.
– Chcesz wracać? – spytał całkiem poważnie.
A ja nie wiedziałem. Z jednej strony dobrze się bawiłem, ale z drugiej chciałem sobie ulżyć. Chyba zauważył moje zakłopotanie, bo wziął mnie za rękę i pociągnął gdzieś w ciemności, gdzie rozpiął moje i swoje spodnie i zaczął nam jednocześnie trzepać.
– Co ty robisz... – chciałem zapytać, ale głośne westchnięcie, które wydobyło się z mojego gardła, pokrzyżowało mi plany.
Nie zajęło nam to zbyt wiele czasu, choć nie ukrywałem, że czułem niedosyt. Teraz chodziło tylko o ulżenie sobie. Na przyjemności czas przyjdzie później. Wróciliśmy do stolika, a chwilę potem zamówiliśmy kolejne piwo. Już się niczym nie przejmowałem. Daniel miał rację, było zupełnie inaczej niż wtedy i dawał mi jasno do zrozumienia, że zależało mu, żebym się dobrze bawił, co naprawdę doceniałem. Było już naprawdę późno, gdy wróciliśmy do domu. Zaproponowałem, żebym został u nas na noc, na co z chęcią przystał. Ale niestety nie mieliśmy już siły na więcej. Za to rano miałem koszmarnego kaca, Maciek oczywiście mi nie raczył pomóc tylko złośliwie dogadywał.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

piątek, 19 maja 2017

Master: Maciek

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Funkcjonowaliśmy wtedy jeszcze jako paczka całkiem niedługo, jedynie Maks i Adam już się trochę znali. Tym razem Maks zapowiedział, że wpadnie jakiś jego znajomy, którego też mieliśmy powitać w ekipie. Wpadłem wcześniej do domku, żeby sprawdzić, czy nie trzeba uzupełnić żadnych zapasów, rozejrzałem się po nim, ale wyglądało na to, że któregoś dnia ktoś musiał wcześniej o tym pomyśleć. No i dobrze. Jedna rzecz do zrobienia mniej, na pewno mnie to nie martwiło. Wziąłem sobie piwo z lodówki i postanowiłem usiąść na kanapie i spokojnie poczekać na resztę. Otworzyłem puszkę, po czym wziąłem do ręki telefon, który wcześniej zostawiłem w salonie. Dwie nowe wiadomości. Nie będzie Kamila, znowu jakaś akcja z rodzinką. Odkąd go poznałem i dowiedziałem się o wszystkim, było mi go bardzo szkoda, ale on był twardy, nie dawał im się wykorzystywać ani mieszać w konflikty. Za to dawało się zauważyć, że był smutny i chyba samotny. Niestety nie chciał nigdy o tym rozmawiać, wyrzucić z siebie, a żaden z nas go nie naciskał. Druga wiadomość była od jednego z moich uległych. Też go nie będzie. Skrzywiłem się, kilka osób już wczoraj dało znać, że ich nie będzie.
Zadzwonił dzwonek do drzwi, więc jęknąłem, że muszę wstawać, i poszedłem otworzyć. Spodziewałem się, że to będzie ten kumpel Maksa. Piotrek. Nie myliłem się, gość jednak przerósł moje wyobrażenia. Był bardzo wysoki i pewny siebie, miał też coś bezczelnego w swoim spojrzeniu. Nie chciałem, żeby wyszło na to, że się mu przyglądam, więc odwróciłem się do wnętrza.
– Właź – powiedziałem. – Chcesz piwo?
– Czemu nie – uśmiechnął się.
Od razu skierowałem się do kuchni, a on spokojnie zaczął się rozglądać dookoła. Wróciłem do salonu i postawiłem piwo na stoliku przy kanapie.
– Dzięki – spojrzał na mnie i się uśmiechnął. – Nikogo jeszcze nie ma?
– Nie. Dwóch już napisało, że nie przyjadą.
Rozwaliłem się wygodnie na kanapie, nie zastanawiając się nad tym, co zrobi Piotrek. Kątem oka zauważyłem, że usiadł w pewnej odległości na tej samej kanapie i wziął do ręki piwo.
– Ładnie tu się urządziliście – odezwał się ponownie. – Widać, że trochę pracy w to włożyliście.
– Cóż, czasem trzeba, jeśli chce się mieć gdzie spotykać – odparłem.
– Prawda.
Znów zapadła cisza. Wydawał się rozluźniony i spokojny, zupełnie inaczej niż ja. Czułem się przy nim jakiś dziwnie spięty i nie rozumiałem, dlaczego tak się działo. Przecież sam byłem dominujący, miałem trochę doświadczenia. Przede wszystkim – radziłem sobie. Moje przemyślenia przerwał dźwięk wiadomości w jego telefonie. Skrzywił się, czytając ją.
– Hym? – Spojrzałem na niego.
– Mój uległy nie da rady przyjechać – powiedział.
– Przerąbane – skrzywiłem się. – Coraz mniej nas się robi.
No i wykrakałem. Wkrótce cała reszta ekipy także z różnych powodów odwołała swoje przybycie. Wstałem po papierosa, wkurzyłem się. Nie lubiłem, gdy nagle wszystkim nie pasował długo i starannie dobierany termin, który miał wszystkim pasować. Zapaliłem go, a chwilę potem poczułem, że za mną stał Piotrek.
– Zostaliśmy sami – zamruczał mi tuż przy uchu. Zmarszczyłem brwi. – Nie możemy przecież zmarnować wykrojonej w grafiku chwili na przyjemności.
Odwróciłem się szybko do niego i spojrzałem sceptycznie. Nie mogło mu chodzić o to, o co odniosłem wrażenie, że mu chodziło.
A jednak. Uśmiechnął się kusząco i podszedł bliżej. Dzieliły nas centymetry. Spojrzałem na niego w górę, czułem się coraz bardziej niepewnie. Szybko skarciłem się w myślach, musiałem wziąć się w garść. Chciał dotknął palcami mojej brody, ale odtrąciłem jego rękę. Spojrzałem na niego z mordem w oczach, lecz on się tylko zaśmiał.
– Nie bądź taki – powiedział zmysłowym głosem.
– Chyba coś ci się pomyliło – parsknąłem.
Nie speszył się. Przez cały czas był bardzo pewny siebie. A może od początku to wszystko planował? Specjalnie sprawił, że reszta nie przyjechała? Nie, to bez sensu. Nie dałby rady, zresztą przecież nie znał wcześniej ani mnie, ani kilku innych osób. Był tylko znajomym Maksa, jego kumplem ze szkoły. Odsunąłem się od niego z zamiarem pójścia z powrotem do salonu, gdzie znajdowały się moje rzeczy, ale zatrzymał mnie, chwytając z nadgarstek. Znów podejrzliwie na niego spojrzałem.
– Puść mnie – powiedziałem stanowczym tonem, jednak on się tylko uśmiechnął.
– Nie.
Szarpnąłem ręką ale mnie nie puścił. Był silniejszy niż się spodziewałem, przecież sam też nie byłem słaby.
Po niezbyt długiej walce przygwoździł mnie do ściany, dopychając mnie do niej jeszcze swoim ciałem.
– Puszczaj – warknąłem z zaciśniętymi szczękami.
– Nie bądź taki. – Dupek, był tak bardzo pewny siebie.
Kolejny raz się szarpnąłem, ale to wszystko było na nic. Pocałował mnie lekko w policzek, po czym go polizał. Znów spróbowałem się wyrwać, ale on się tylko zaśmiał. Nacisnął przedramieniem moje plecy, w tym czasie drugą ręką sięgając moich spodni. Przesunął nią po moim boku, zaraz potem rozpiął mi rozporek.
– Puszczaj! – tym razem już krzyknąłem zdesperowany.
Nie mogłem pozwolić mu dobrać się do siebie, nie chciałem.
– Bo co mi zrobisz? – Tym razem liznął moje ucho, przez co mimowolnie westchnąłem, ale szybko zacisnąłem zęby.
Westchnął zawiedziony i mnie puścił, czym trochę mnie zaskoczył, więc szybko się odwróciłem i spojrzałem na niego podejrzliwie. Czułem, że moja męskość zaczynała powoli budzić się do życia, co przecież nie powinno mnie dziwić, sam lubiłem się tak zachowywać, jak teraz on, ale nie sądziłem, że będzie na mnie działało również, kiedy będę po drugiej stronie.
Ale on się uśmiechał, nadal był bardzo pewny siebie.
– Chodź na kanapę, obciągnę ci – zaproponował.
Spojrzałem na niego podejrzliwie, ale w końcu ostrożnie ruszyłem do salonu. Usiadłem na kanapie, a moje spodnie znalazły się na podłodze. Piotrek usiadł obok mnie i pogładził mnie po udzie. Popatrzyłem na niego groźnie, więc zaśmiał się i zaczął najpierw zajmować się mną ręką. Czuć było, że miał niemałą wprawę, na co nie zamierzałem narzekać. Obciągał również bosko. Westchnąłem i odrzuciłem głowę do tyłu. Znów poczułem na penisie jego rękę, usta przysunął do mojej szyi, którą polizał, a zaraz potem jego druga ręka powędrowała między moje nogi. Zaczął nią drażnić moje jądra, jednak niedługo później przesunął ją dalej. Momentalnie odsunąłem biodra od niego.
– Zabieraj rękę – wysyczałem.
Zrobił to, ale po chwili ponownie włożył rękę między moje nogi.
– Co ty wyprawiasz?!
– Nie wiesz? – wymruczał kusząco.
Warknąłem, ale tylko się zaśmiał, nie przeszkadzał już sobie. Po prostu mnie macał.
W końcu zmusił mnie, żebym się położył i zawisnął nade mną. Czułem się trochę niepewnie, co chyba zauważył.
– Nigdy tego nie robiłeś? – zdziwił się.
Ale w odpowiedzi otrzymał tylko moje mordercze spojrzenie. Znów się zaśmiał. Nie musiał myśleć, skąd wziąć lubrykant, przecież były tu praktycznie wszędzie. Tak samo, jak gumki. Trochę się stresowałem, miał rację, nigdy nie byłem z tej strony. Spiąłem się, gdy przystawił swój penis do mojego wejścia.
– Nie bój się – powiedział i pomiział mnie nosem po policzku.
Zamknąłem oczy i postarałem się wyrównać oddech, a wtedy jednym szybkim ruchem wszedł we mnie. Pisnąłem zaskoczony. Spojrzałem na niego wielkimi oczami. Po dłuższej chwili zaczął się poruszać. W końcu poczułem przyjemny impuls, który spowodował, że głośno westchnąłem. Wkrótce było mi już wszystko jedno, chciałem tylko dojść. Kiedy mi się to nareszcie udało, a po chwili on również wysunął się ze mnie, byłem wykończony. Obydwaj opadliśmy wygodnie na kanapę, chcąc się uspokoić.
Piotrek wstał i wyszedł do kuchni, by po chwili wrócić z dwoma puszkami piwa.
– Dzięki – uśmiechnąłem się, gdy podawał mi jedną z nich.
Nadal żaden z nas się nie ubrał. Usiadł obok mnie i otworzył swoją puszkę. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem, cały czas się uśmiechał.
– I co? Nie było tak źle? – zapytał.
Prychnąłem tylko. Nie zamierzałem o tym rozmawiać, nie chciałem nawet o tym myśleć. Pozwoliłem mu się zerżnąć. Obcemu facetowi. Kumplowi Maksa. Ja – inny domin. Wzdrygnąłem się. Nie, nie myśl.
– Ej, to nic takiego przecież. – Był rozbawiony. Może i miał rację...
Nagle jednak usłyszeliśmy, że ktoś wszedł do domku. Momentalnie się spiąłem, w milczeniu oczekiwaliśmy na to, kto to był. Ja byłem zestresowany, Piotrek tylko zaciekawiony. W wejściu do salony pojawił się Maks. Z wszystkich możliwych ludzi musiał to być właśnie on. W mig zrozumiał, co tu się działo, widziałem, jak usiłował zapanować nad sobą, żeby się nie roześmiać, a przynajmniej nie wyszczerzyć.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

sobota, 13 maja 2017

Zmiany

Żeby ułatwić odnajdywanie się w tym całym burdelu, wrzuciłam linki do grafik, znajdujących się na blogu, na strony odpowiednich opowiadań. Mam nadzieję, że to pomoże :)

czwartek, 11 maja 2017

Enslaved 41

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Starał się najlepiej jak umiał, by odpowiednio wytresować te dzieciaki. Z jednej strony wszystkiego je nauczyć, a z drugiej nie skrzywdzić zbyt mocno, co nie było takie proste do wyważenia. Ale mimo ich płaczu i przerażenia musiał brnąć do przodu. Minęło już trochę czasu, odkąd ostatni raz się nimi zajmował, więc postanowił, że tego dnia odbędzie się kolejna lekcja, miał nadzieję, że go nie zawiodą. Na początek wezwał chłopców, wszystkich trzech. Ryan jeszcze nie wrócił z zajęć, jednak i dla niego było dzisiaj zajęcie. Chłopcy zjawili się razem bardzo szybko, nie kazali mu na siebie czekać, i spoglądali w oczekiwaniu na rozkazy. Jack odniósł wrażenie, że Gabriel nie wyglądał, jakby bał się bardziej od nich, co bardzo go ucieszyło. Chłopak niespodziewanie szybko się zaaklimatyzował w nowych warunkach, co oznaczało spory potencjał.
– Gabrielu, dzisiaj zajmiemy się czymś... większym – poinformował go mężczyzna.
– Tak, panie – odparł pokornie blondyn, kiwając głową.
Jack nie krył zadowolenia taką reakcją chłopaka, jednak upewnił się także, że obydwaj pozostali zrozumieli, co się miało tego dnia stać. Gdy oni wzięli się do pracy, Jack wezwał do siebie także dziewczęta.
Nicky przyszła od razu z Raphaelą, która niepewnie zerkała w stronę brata, jednak on próbował unikać kontaktu wzrokowego. Widać było, że żadne z nich nadal nie czuło się przy sobie komfortowo, ale to było nieuniknione i obydwoje już zaczynali to rozumieć.
– Raphaelo, usiądź – polecił starszej z dziewcząt.
Gdy ta zajęła miejsce na fotelu, podszedł do niej i z uśmiechem zadowolenia rozsunął jej nogi i wyprostował ramiona, w ten sposób sprawiając, że była doskonale widoczna dla znajdujących się na łóżku chłopców.
– Nicky, pilnuj jej – rzucił do młodszej.
– Tak, panie.
Przysiadła obok koleżanki i wyglądała, jakby całkowicie poważnie traktowała swoje zadanie. Jack zresztą nie miał wątpliwości, że tak właśnie było. Bardzo go cieszyły obowiązkowość i posłuszeństwo Nicky, wiedział, że była kimś, na kim mógł polegać. Nie zamierzał korzystać z niej samej, przynajmniej na razie, jednak nie widział powodu, żeby nie korzystać z jej pomocy, w szczególności z Raphaelą.
Starsza z dziewcząt wzdrygnęła się i skuliła, słysząc bolesny jęk brata, który oznajmiał, że teraz zajmowali się nim już obydwaj pozostali chłopcy. Nie była w stanie patrzyć, jak on posłusznie starał się nie szarpać, jednak walczył z własnym ciałem. Jack chciał tylko kiwnąć głową Nicky, by zmusić jej towarzyszkę do przyglądania się temu, co działo się z jej bratem, jednak wpadł na lepszy pomysł.
– Nicky, zajmij się nią – powiedział z błyskiem w oku.
Widział, że starsza z dziewcząt z przerażeniem spojrzała na niego, jakby niemo błagając, by się wycofał, ale był nieugięty. Również młodsza nie miała żadnych wątpliwości czy oporów. Bez wahania zaczęła dotykać jej piersi i krocza, masować je i pocierać, jednocześnie pilnując, by pozostała w pozycji, jaką nakazał jej właściciel. Raphaela nie protestowała, jednak mężczyzna widział, że była cała spięta.
– Pocałuj ją – polecił znów młodszej dziewczynie, co ta bez wahania uczyniła.
Cieszył się, że tak sprawnie potrafiła sobie poradzić z zadaniami, które jej zlecał. Już od jakiegoś czasu widział, że nie były to zmarnowane pieniądze.
Ryan wrócił niedługo później i od razu został powitany przez Jacka. Zdziwiła go trochę z początku cała zastana sytuacja, ale napalone spojrzenie bruneta mówiło mu, że nie powinien zadawać pytań. Natomiast zapewne nie był to dzień, kiedy będzie miał okazję odpocząć. Widział, że i dla niego miała być do odegrania rola w tym całym przedstawieniu.
– Witaj, panie – odważył się w końcu odezwać, schylając głowę pokornie.
– Chodź tu, do mnie – usłyszał podekscytowany głos.
Wykonał polecenie, przysunął się dwa kroki przed siebie, tym samym znajdując się tuż przy swoim właścicielu. Mężczyzna sprawnie pozbawił go ubrania, na co ani przez moment nie zaprotestował, po czym poprowadził go do sypialni, gdzie zobaczył pozostałych niewolników zajętych swoimi zadaniami. Chciał się odezwać do Jacka, jednak zanim zdążył to zrobić, właściciel sam do niego przywarł.
– Zobacz, oni są tacy zajęci – mruknął Ryanowi do ucha. – A kto się mną zajmie?
– Ja, panie – odparł chłopak, rozumiejąc swoją część zadania.
Niczym marionetka pozwolił się obrócić mężczyźnie twarzą do siebie.
Starał się ignorować odgłosy, dochodzące do niego praktycznie z wszystkich stron, Simon i Jared, którzy rozpychali Gabriela, Nicky z Raphaelą... Starał się skupić tylko na brunecie, który teraz oczekiwał od niego całkowitego skupienia się na sobie. Zsunął z niego spodnie i bokserki, uwalniając obudzoną już do życia męskość. Zaczął się nim zajmować najlepiej, jak potrafił, choć chyba trafniejsze byłoby, że dawał z siebie tyle, ile pozostało mu sił po wykańczającym, długim dniu na uczelni. Ale nie narzekał. Był świadom, że to, czym teraz się zajmował, należało do jego obowiązków. Dać przyjemność swojemu panu, dbać o niego, wypełniać rozkazy. Tyle nauczył się przez te wszystkie lata. Poza tym nie ośmieliłby się mieć mu czegokolwiek za złe, po tym wszystkim, co mężczyzna dla niego zrobił, ile od niego dostał. Był mu wdzięczny. Za wszystkie szanse, ciepłe, życzliwe gesty, pomoc, za to wszystko, o czym nawet nie marzył, że dostanie jako niewolnik. Takie myśli i uczucia zawładnęły całą jego świadomością, gdy swoimi ustami i dłońmi na kolanach służył właścicielowi. Czuł jego palce w swoich włosach, które delikatnie się nimi bawiły, głaskały go, a dłoń tylko czasami mocniej przyciskała jego twarz do krocza.
W końcu Simon i Jared spuścili się we wnętrzu Gabriela, który opadł zmęczony na pościel, gdy go puścili. On sam nie doszedł, nawet nie był podniecony. Był obolały, zawstydzony, zażenowany i pokonany. Ale nie wyglądało na to, by zamierzał płakać, Jack widział, że musiał tylko zebrać swoje resztki sił. Później zresztą zamierzał kazać chłopcom zaopiekować się młodszym kolegą. Raphaela prawie płakała, jednak nie ośmieliła się uciekać, nie wyglądało również na to, by miała dojść. Mężczyzna stwierdził, że będzie musiał nad tą kwestią u niej jeszcze sporo popracować. Całą piątkę odesłał do swoich pokoi, po czym pociągnął Ryana za sobą na fotel. Chłopak usiadł na jego kolanach, jedno spojrzenie wystarczyło mu, by zrozumiał, czego od niego oczekiwał właściciel. Chciał się od razu na niego nabić, lecz ku jego uldze, brunet zlitował się nad nim i sprawnie go przygotował. Gdy cały członek znajdował się już w jego wnętrzu, położył dłonie na ramionach Jacka i zaczął się poruszać, z początku powoli, z czasem zwiększając tempo. Cieszył się, że mężczyzna pozwolił mu dojść, a zaraz potem też poczuł w sobie jego nasienie. Później został pociągnięty przez niego do łazienki, gdzie wzięli wspólną kąpiel, a gdy wrócili do sypialni, pościel była już wymieniona i mogli się spokojnie położyć spać.

Zobacz stronę opowiadania "Enslaved"

czwartek, 4 maja 2017

Master: Marcel

Marchewa pisała, słuchając szant, co raczej nie pomaga, więc mogą być błędy.

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Przez prawie tydzień nie mogłem sobie znaleźć miejsca, zbyt wiele wrażeń. Występ, spotkanie Kota i Rena, czworokąt, zdjęcia i plotka, bolący tyłek, dziwne zachowanie Tylera, Konrad i Kasjan, rodzice. Za dużo, po prostu. Cieszyłem się, że mogłem liczyć na pomoc i wsparcie brata, miałem też nadzieję, że Tylerowi przejdzie i nie będzie problemów z imprezą, którą mi obiecał. Torbę, którą od niego dostałem, rozpakowałem dopiero, gdy Konrad i Kasjan już wyjechali. Roześmiałem się, widząc czerwone jockstrapy. Po chwili dopiero dotarło do mnie, że Tyler chciał, żebym ubrał je na imprezę. Przyjrzałem im się ponownie, tym razem uważniej. Miałem chodzić z gołym tyłkiem? Serio?! Postanowiłem je przymierzyć, zobaczyć, jak będę w nich wyglądał. Stanąłem przed lustrem i odwróciłem się do niego tyłem, przez ramię przyglądając się swojemu tyłkowi. Faktycznie, nawet pasowały. Podkreślały wyrobione mięśnie, na szczęście były też dość mocno zabudowane. Byłem wdzięczny za choć trochę komfortu psychicznego. Założyłem jeszcze do tego obrożę. Wyglądałem jak ostatnia dziwka. Zapewne o to właśnie chodziło.
W piątek zaraz po szkole poszedłem do Tylera, jockstrapy miałem schowane w torbie. Przez cały dzień nie mogłem się skupić na zajęciach, jednak na szczęście uszło mi to na sucho.
– Wchodź – uśmiechnął się do mnie Tyler, robiąc przejście w drzwiach. – Leć się przebrać, niedługo będziemy wychodzić.
Pokiwałem głową i razem z torbą poszedłem do łazienki, gdzie zmieniłem bieliznę, po czym wróciłem do Tylera, który już też był gotowy do wyjścia. Miał ze sobą sporą torbę, zastanawiałem się, co w niej było, jednak nie odważyłem się zapytać. Przez całą drogę czułem adrenalinę, ale też stres. Bałem się, że sytuacja mnie przerośnie, że nie będę się tam nadawał. Tak wiele myśli miałem w swojej głowie, ale obecność obok mnie Tylera i jego pewność siebie dodawały mi otuchy.
– Nie stresuj się tak – zaśmiał się, spoglądając na mnie kątem oka. – Nikt cię tam nie zje.
Westchnąłem i wziąłem głęboki wdech. Miał przecież rację, musiałem się uspokoić i po prostu się dobrze bawić. Przecież sam chciałem tam iść, nie powinienem teraz panikować.
Okazało się, że impreza była w tym samym miejscu, co wtedy, gdy podglądałem jedną z nich. Weszliśmy do jakiegoś baru, przynajmniej na pierwszy rzut oka, Tyler witał się z wieloma osobami wokół, czułem na sobie spojrzenia mnóstwa ludzi, więc ani na krok nie odstępowałem od Tyler.
– Chodź, przebierzemy się – usłyszałem jego głos i poczułem, że obejmuje mnie w pasie.
Pokiwałem głową i pozwoliłem się prowadzić. Zostaliśmy w bieliźnie i butach, powiedział mi, żebym zostawił swoje rzeczy tam, że nie muszę się o nie obawiać. On natomiast swoją torbę wziął ze sobą. Powiedział, że jej potrzebuje. Trochę się wstydziłem, ale wyszedłem z nim i ruszyliśmy w stronę głównej części budynku, jednak po drodze coś zwróciło moją uwagę. W pierwszej chwili chodziło tylko o zamieszanie, ale później zainteresowało mnie też to, co się działo. Ludzie ubrani na czarno, w maskach gazowych, przywiązani tyłem do słupów przytwierdzonych jednocześnie do sufitu i podłogi. Patrzyłem na to zszokowany, ale też zafascynowany.
Wyglądało to tak bardzo zmysłowo, kusząco, a jednocześnie nierealnie.
– Chciałbyś spróbować? – szept Tylera przy moim uchu przywrócił mnie do przytomności.
Spojrzałem na niego niezbyt pewnie, po czym moją uwagę znów pochłonęło widowisko.
– Chodź. – Kolejny już raz dziś położył mi dłoń na plecach i poprowadził w ich stronę.
Wydawał się zadowolony z takiego obrotu spraw, nie do końca wiedziałem, co to oznaczało. Przystanęliśmy przy tych zgromadzonych ludziach i Tyler postawił torbę na podłodze, po czym wyjął z niej lateksowy kombinezon, który mi podał. Spojrzałem na niego podejrzliwie. Planował to? Spodziewał się? A może miał na wszelki wypadek? Pogonił mnie kiwnięciem głowy, więc zacząłem się w niego ubierać, pod koniec mi pomógł i zapiął zamek. Przycisnął moje plecy do jednego ze słupów i skuł nadgarstki kajdankami. Spanikowałem, ale stanął tuż przy mnie i chwycił palcami mój podbródek, zmuszając mnie, bym na niego spojrzał.
– Jestem tutaj – powiedział. – Przez cały czas jestem obok.
Stanął z mojego boku i oddalił się na kilka kroków, wyjął telefon i zaczął robić zdjęcia, więc spojrzałem zaskoczony na niego.
– Wyślemy twojemu bratu – oznajmił lekko, na co od razu się spiąłem, na szczęście chyba żartował.
Wyjął z torby maskę i wrócił do mnie. Przez chwilę patrzyłem na nią z powątpiewaniem. Jeszcze nigdy nie miałem z nią do czynienia, trochę się bałem. Spojrzałem na Tylera ze strachem, ale uspokajał mnie swoim spojrzeniem i miną. W końcu założył mi maskę na twarz i odsunął się. Popatrzyłem na niego niepewnie, ale on nie miał wątpliwości, uśmiechał się do mnie zachęcająco. Czułem się dziwnie, oddychało mi się bardzo trudno, czułem też, jak robi mi się coraz cieplej. Straciłem Tylera z oczu, jednak byłem pewien, że był gdzieś w pobliżu. Nawet nie zauważyłem, kiedy sytuacja zaczęła mnie coraz bardziej nakręcać, penis błagał o wolność, było mi gorąco, trudno się oddychało. Lecz kiedy po raz kolejny chciałem spanikować, Tyler zdjął mi maskę z twarzy i mnie uwolnił.
Uspokoiłem oddech i zdjąłem z siebie kombinezon, Tyler podał mi mały ręcznik, bo byłem cały spocony, w czym zapewne nie pomagał również ciepły dzień. Wyprowadził mnie z budynku, gdzie znajdowały się porozstawiane krzesła i ławki, podeszliśmy do jakiegoś mężczyzny, trochę starszego od Tylera, i chłopaka, który zapewne wiekiem był bliżej mnie niż Tylera.
– A więc to twoje maleństwo – odezwał się donośnym niskim głosem mężczyzna, spoglądając na mnie.
– Marcel – przedstawił mnie Tyler. – Ian i Casey.
Kiwnąłem tylko głową, nie mogłem wydobyć z siebie głosu.
– Siadaj – polecił mi Tyler, wskazując ławkę naprzeciw Iana i Caseya, po czym na moment się oddalił. Na szczęście na niewystarczająco długo, żebym zdążył spanikować.
Wrócił z dwoma piwami i podał mi jedno z nich. Spojrzałem na niego niepewnie, przecież byłem nieletni. Zapomniał o tym?
– Bierz, zanim się rozmyślę – popędził mnie. Czyli jednak nie zapomniał.
Uśmiechnąłem się i śmiało sięgnąłem po nie.
Popijałem powoli piwo, starając się zorientować w sytuacji. Tyler usiadł obok mnie i wskazał, żebym mu usiadł na kolanach, więc chciałem usiąść bokiem na jednym z nich.
– Nie na tym – zatrzymał mnie dość cicho, lecz stanowczo.
– Przepraszam – odparłem i przesiadłem się na drugie.
Zawstydziłem się, zapomniałem, że miał jedną nogę nieco... niedysponowaną. Jednak on pogłaskał mnie łagodnie po plecach.
– To może przejdziemy do rzeczy? – zaproponował w końcu Ian.
Spiąłem się, co Tyler chyba zauważył, bo znów zaczął mnie uspokajać swoim dotykiem, ale na mnie nie patrzył. Za to ja zauważyłem, że Casey był zupełnie spokojny, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Nie bał się, chyba mu się podobało, może nawet przywykł już do takich atrakcji.
– Daj mu odpocząć – powstrzymał Iana Tyler.
Mężczyzna zaczął bawić się włosami Caseya, przyglądał nam się, jakby nas oceniał, analizował.
Po pewnym czasie Tyler dał mi znak, żebym wstał i skuł mi ręce za plecami.
– Podejdź do Iana – powiedział spokojnie.
Zbliżyłem się powoli do mężczyzny, niepewny, co kombinowali, ale czułem, że Tyler nie pozwoli mnie skrzywdzić. Stanąłem przed Ianem i czekałem. Ten przyglądał mi się badawczo, przez cały czas tajemniczo się uśmiechając, położył dłoń na moim biodrze, po chwili wyciągnął klamerki, które mi pokazał.
– Znasz już je? – spytał łagodnie.
Pokiwałem głową, a on pogładził mnie po biodrze i zaczął stymulować moje sutki, by później założyć na nie klamerki. Następnie pociągnął mnie w dół, zmuszając, bym uklęknął. Gestem kazał mi obciągać, ale Tyler zaprotestował.
– Weź gumkę – powiedział donośnym głosem.
– Nie ufasz mi? – zdziwił się Ian.
– To, że ja ci ufam, nie znaczy, że on musi.
Ian westchnął i założył ją, zająłem się nim.
W końcu odciągnął mnie za włosy od siebie i kazał Caseyowi wstać i pchnął mnie w jego stronę, więc zacząłem obciągać także jemu, oczywiście z gumką. Poczułem dotyk Iana na swoich biodrach, pozwoliłem, żeby uniósł je lekko i zaczął mnie rozciągać.
– Chodź tu – przywołał mnie do siebie.
Usiadłem mu na kolanach i powoli zacząłem się nasadzać, a zaraz potem poruszać. Jednak gdy zrobiło mi się dobrze, zrzucił mnie z kolan i rozkuł ręce.
– Casey, wypnij się ładnie – polecił chłopakowi, co ten bez wahania zrobił. – Marcel, tak? – Pokiwałem głową. – Chcesz go zerżnąć?
Popatrzyłem na Caseya zaskoczony propozycją Iana. Czy chciałbym? Nawet nie wiedziałem, nie przyszło mi do głowy, że mógłbym. Przyzwyczaiłem się do myśli, że jestem ten młody i nie ma takiej opcji. Wstałem i podszedłem do Caseya, stanąłem za jego plecami i chciałem zacząć go przygotowywać, ale Ian mnie powstrzymał.
– Jest gotów – powiedział i rzucił mi lubrykant i gumkę.
Wszedłem więc w niego i po prostu dałem się ponieść.
Jednak i tym razem nie dali mi skończyć, więc grzecznie wysunąłem się z niego. Ale zanim zdążyłem się dowiedzieć, co teraz, pojawił się jakiś chłopak. Odrobinę ode mnie starszy, tak na oko, raczej już pełnoletni i pewny siebie.
– Widzieliście gdzieś Ally? – spytał donośnie patrząc to na Iana, to na Tylera, obydwaj zaprzeczyli. – Co za kobieta... – westchnął i poszedł dokądś.
Ian zdjął mi klamerki i kazał usiąść obok siebie, jednak znów, gdy zamierzał coś powiedzieć, chyba do Tylera, ktoś się zjawił. Tym razem była to długowłosa piękna dziewczyna, choć jakoś dziwnie płaska. Miała na sobie luźną różową bluzeczkę i krótką spódniczkę, spod której było widać długie, zgrabne nogi. Speszyła się, widząc, że na nią patrzyłem, więc wzdrygnąłem się i szybko odwróciłem zawstydzony wzrok.
– Nick cię szukał – powiedział do niej łagodnie Ian, na co westchnęła.
– To ja lepiej już pójdę – odparła. – Dzięki.
Gdy odeszła kawałek, Ian nachylił się w moją stronę.
– To transka – powiedział mi, ale nie było w jego głosie odrazy czy pogardy.
Za to ja spojrzałem na niego zaskoczony. Nie patrzyłem przecież na nią, dlatego, że coś było nie tak. Wręcz przeciwnie. Chyba wtedy to do niego dotarło, bo się uśmiechnął. Poczochrał mnie po włosach, po czym spojrzał na Tylera i zrobił cwaną minę.
– Dokończ, na co nie pozwoliłeś – polecił.
– Nie odważysz się – wysyczał do niego Tyler.
– Jak ty się do mnie odzywasz? – Ian był bardzo pewny siebie, za to śmiałość Tylera szybko uciekała. Nie wiedziałem, co się działo.
W końcu Tyler z mordem w oczach wstał, podszedł do Iana i uklęknął przed nim, a zaraz potem zaczął obciągać. Zachowywał się zupełnie inaczej przy nim, nie miał odwagi protestować, był posłuszny, nawet jeśli widziałem, że nie chciał się pokazywać od tej strony. Ian trzymał go za włosy i wszystkim kierował, a Tyler się poddawał.
Przyglądałem się im zszokowany, nie do końca rozumiejąc, co to znaczy.
– Odezwij się do mnie później, nauczymy cię z Tylerem bycia po drugiej stronie – powiedział do mnie Ian, kiedy Tyler wracał na swoje miejsce bardzo niezadowolony.
Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Czy mogłem? Czy chciałem?
– Marcel, chodź tu – chłodny głos Tylera wyrwał mnie z zamyślenia.
Trochę się bałem, nigdy nie widziałem go w takim stanie, ale przyszedłem. Nabiłem się na niego i zacząłem się poruszać, tym razem już doszliśmy obydwaj. Ja na ziemię, a on w prezerwatywę. Ian z kolei zajął się Caseyem. Później weszliśmy do budynku, gdzie mieliśmy się z powrotem ubrać. Myślałem, że to już będzie koniec wrażeń, ale gdy sam wyszedłem już przebrany, bo Tyler o czymś dyskutował z Ianem nadal niezadowolony, zobaczyłem JĄ. Była sama, więc zdobyłem się na odwagę i podszedłem do niej.
– Cześć – postarałem się uśmiechnąć, ale byłem zestresowany.
Ona zresztą też. Patrzyła na mnie, jakby nie wiedziała, jak ma zareagować, przez co ja też nie wiedziałem.
– Ja... Ja tylko... – zdołałem jedynie z siebie wydusić, ale widziałem panikę w jej oczach.
Sama chciała uciec, jakby czuła się zagrożona. Żadne z nas nie czuło się pewnie w tej sytuacji, ja nie miałem zbyt wielkiego doświadczenia w podrywaniu dziewczyn, a ona chyba nie miała zbyt DOBRYCH doświadczeń z ludźmi. Gdy już myślałem, że cała sprawa zakończy się porażką, znikąd pojawił się ten chłopak. Podszedł do niej, jakby byli dla siebie bliscy, wystraszyłem się, że może był jej chłopakiem.
– Cześć – uśmiechnął się do mnie. – Nick, a to Ally, moja siostra-bliźniaczka.
– Marcel – odpowiedziałem niepewnie.
Odetchnąłem w duchu, a więc nie chłopak, tylko brat.
– Ally, nie zachowuj się, jakby ci chciał rodzinę zamordować – zwrócił się Nick do siostry, całując ją czule w skroń. – Daj się chłopakowi poderwać.
Spojrzała na mnie jeszcze bardziej zaskoczona, a ja znów spróbowałem się uśmiechnąć. Nie tak, jak zazwyczaj, złośliwie, cwanie, arogancko. Próbowałem być ciepły i życzliwy, co nie było wcale takie proste.
– Podobam ci się? – spytała, jakby nadal nie dowierzając.
– Tak? – odparłem trochę nieśmiało. – Może... chciałabyś się gdzieś przejść? Czy coś?
Roześmiała się serdecznie, a mnie trochę ulżyło. Może nie będzie tak źle.
– Dlaczego nie – odpowiedziała w końcu z szerokim uśmiechem na ustach.
Stanęła na palcach i pocałowała mnie w policzek, po czym pobiegła gonić swojego brata, po drodze jeszcze puszczając mi oczko. Zaraz potem też zjawili się Tyler, Ian i Casey.
– Poderwałeś? – spytał ciepło Ian.
– Chyba tak – odparłem z uśmiechem, nadal spoglądając w stronę, w którą poszła.
Ian poklepał mnie po ramieniu i razem z Caseyem się oddalili, zostawiając mnie samego z Tylerem.
Spodziewałem się, że teraz wrócę do domu, ale czekało mnie kolejne zaskoczenie tego dnia.
– Zostań na noc – zaproponował Tyler. Choć w sumie brzmiało to bardziej jak polecenie.
Poszedłem się umyć i wróciłem do sypialni, gdzie ogarnąłem trochę swoje rzeczy i wsunąłem się do już pościelonego łóżka. W międzyczasie umył się także Tyler, położył się za moimi plecami. Zapewne chciał od razu zasnąć, ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju.
– Dlaczego kazałeś Ianowi używać gumek?
Tyler westchnął, chyba nie był zadowolony, że zadawałem pytania.
– Przecież powiedziałem – odparł. – To, że ja jemu ufam, nie znaczy, że ty też musisz. Przecież dla ciebie to obcy facet.
Uśmiechnąłem się, pozwoliłem się Tylerowi objąć, słyszałem też, że próbował się wygodnie ułożyć na poduszce. Sam też zamknąłem oczy, ale spodziewałem się, że mogę mieć problemy z zaśnięciem. Za dużo wrażeń. Ale o dziwo na pierwszy plan wysunęła się śliczna Ally. Zasnąłem z uśmiechem na ustach.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

wtorek, 2 maja 2017

Master: Marcel

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Przed samym występem bardzo się stresowałem, wiedziałem, że nie mogę zawieść. Musiałem dać z siebie wszystko, a być może nawet jeszcze więcej. To dzisiaj miało się okazać, czy mój i Tylera wysiłek w ostatnim czasie nie pójdzie na marne. Teraz albo nigdy, wiedziałem, że drugiej szansy mogłem nie dostać, więc nie wolno mi było jej zmarnować. Musiałem udowodnić, że jestem wart tego, co dostałem, że nadaję się do tej roli. I nie tylko. Musiałem przecież dostawać kolejne wielkie role, musiałem pokazać teraz swój talent i potencjał. Wszystko, co miałem. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem na sobie takiej presji, jak teraz.
– Wyluzuj – głos Tylera wyrwał mnie z zamyślenia. Zaczesywał moje włosy w siateczkę, by nie przeszkadzały na występie. Pierwszy raz będę ją miał na scenie.
– Łatwo ci mówić. – Choć w założeniu miało to zabrzmieć jak prychnięcie, przez moje nerwy słychać było tylko drżenie głosu. Żałosne.
Kolejny raz wytarłem spocone dłonie, nie wiedziałem, jak sobie poradzę, skoro już zżerały mnie nerwy, nie czułem się na to wszystko przygotowany. Nie w tym momencie.
– Poradzisz sobie – próbował mnie pocieszyć.
Uśmiechał się pewnie, on we mnie nie wątpił, a ja tym bardziej się bałem, że go zawiodę. Kosztowałem go przecież masę wysiłku, czasu, nerwów, nie chciałem, żeby wszystko poszło na marne. Pokiwałem głową i zmusiłem się do uśmiechu, teraz już nie było odwrotu. Musiało być dobrze, musiałem sobie poradzić.
Tyler pomógł mi ubrać przygotowany dla mnie kostium, był ognisty, gorący, jak feniks, którym miałem być, ognisty ptak. Dziwnie czułem się ze świadomością, że facet, dla którego został stworzony, stał tuż przy mnie, zapinał zamek na moich plecach, układał materiał. Później znęcała się nade mną makijażystka, która stworzyła kolejną ognistą iluzję wokół moich oczu. Ostatni raz przytuliłem się do Tylera, który zaraz potem uciekł z zaplecza. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech, by się uspokoić, i pewnym krokiem skierowałem się w stronę sceny. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy już się na niej znalazłem, wszystko zaczęło płynąć, moje emocje poszły w niepamięć. Czułem wielką energię, siłę i pewność, wczułem się w swoją rolę, bardziej niż się tego spodziewałem. Tańczyłem, nie myśląc ani przez chwilę o swoich wątpliwościach. Tyler zadbał o to, by w całym moim występie nie było słabych punktów, wszystko było odpowiednio wyćwiczone, bałem się tylko, że emocjonalnie wszystkiemu nie podołam. Na szczęście okazało się, że niepotrzebnie. Byłem jak w transie, świat wokół jakby nie istniał, nic się nie liczyło. Ani pełna widownia, oceniający mnie na każdym kroku krytycy, nauczyciele, ani nawet bliscy, którzy przecież tam byli. Ocknąłem się dopiero, gdy wszystko dobiegło końca i na sali rozległy się brawa. Spojrzałem w stronę widowni, którą dość szybko tylko zlustrowałem, liczyli się teraz tylko konkretni ludzie. Tyler stał z zadowoloną miną, co oznaczało, że go nie zawiodłem, chciałem uśmiechnąć się szeroko, ale się próbowałem go powstrzymać. Uznałem, że mogło to nie być najlepsze miejsce na coś takiego.
Spojrzałem na brata, ten to już w ogóle był wniebowzięty. Standard. Zawsze się zachwycał moim niby wielkim talentem, chociaż pewnie zachwycałby się wszystkim, cobym zrobił. O ile by to popierał. Taki już był. Kasjanowi też się podobało, uśmiechał się do mnie lekko, ale wyraźnie. Zauważyłem też Kota i jego faceta, choć starałem nie dać tego po sobie poznać. Byłem ciekaw, dlaczego ich tu przywiało, to przecież dość niespodziewane miejsce dla gwiazdy rocka. Szczęśliwy zszedłem ze sceny, nikogo nie zawiodłem, wszystko się udało. Jednak emocje nie pozwoliły mi teraz na spokojne przebranie się i ogarnięcie, od razu pobiegłem do Konrada się przytulić.
– Świetnie ci poszło – usłyszałem po chwili jego wzruszony szept.
Uśmiechnąłem się, nie otwierając oczu.
– Yhym – mruknąłem tylko w odpowiedzi.
Kasjan też podszedł bliżej i zaczął mnie głaskać po plecach, uśmiechając się przy tym życzliwie, więc i ja się do niego uśmiechałem. Byłem szczęśliwy, wszystko było dobrze. Odkleiłem się od brata, chcąc na niego spojrzeć, chciałem zobaczyć, że był ze mnie dumny, że się cieszył. Wiedziałem to, ale po prostu chciałem to też widzieć, tak wprost. On spoglądał na mnie z uśmiechem, przez cały czas czule gładząc mnie po policzku. Jednak wtedy mnie zaskoczył.
– Pójdź do Tylera – powiedział.
W pierwszej chwili spojrzałem na niego, starając się zrozumieć, o co mu chodziło, ale jego spojrzenie było pewne i wcale nie zazdrosne.
Rozejrzałem się i dość szybko wzrokiem odnalazłem Tylera, po czym ruszyłem w jego stronę. Chyba był zaskoczony, że do niego podszedłem. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, czułem, że te niewielkie odległości, które pokonywałem przemieszczając się po teatrze są teraz niczym maraton, byłem wyczerpany i zmachany, wiedziałem, że potrzebny mi odpoczynek, ale endorfiny robiły swoje. Zauważyłem, że trzymał coś w garści, jednak nie zamierzałem się na tym koncentrować.
– Masz – powiedział, wyciągając w moją stronę rękę z torbą.
Nie wiedziałem, o co chodziło, i instynktownie chciałem zajrzeć do środka, ale mnie powstrzymał.
– Obejrzyj go dopiero w domu – powiedział, a ja od razu zrozumiałem, co to miało znaczyć: cokolwiek to było, było bardzo nieodpowiednie do oglądania w takim miejscu.
Wyszczerzyłem się i przytuliłem do niego, z wdzięcznością, radością, ale też spokojem. Tak wiele czułem naraz, nie sądziłem nawet, że to możliwe. Po chwili poczułem, że położył dłoń na mojej głowie i delikatnie, czule mnie po niej gładził. Odsunąłem się i stanąłem naprzeciw niego.
– Impreza w piątek – usłyszałem.
Tak szybko? Zaskoczyło mnie to, ale bynajmniej nie negatywnie. Ale czy to oznaczało, że od początku to wszystko planował? Bez względu na to, jak mi pójdzie?
– Załóż to na nią – polecił, a ja już umierałem z ciekawości, co znajdywało się w tej torbie. Potem kazał mi spadać do brata, co też zrobiłem.
Widziałem, że Konrad przez cały czas przyglądał się torbie, ale nic nie powiedział. Chyba też był ciekaw, a może nawet się domyślał. A przynajmniej domyślał się tyle, co ja. Porozmawialiśmy krótką chwilę, umówiliśmy się, że spędzimy wspólnie kolejny dzień, Kasjan przekonał Konrada, że powinienem odpocząć. Trochę też przekonywał tym mnie, bo sam o tym nie myślałem. Ciało dawało o sobie znać, ale psychicznie byłem zbyt nabuzowany, żeby myśleć o odpoczynku. Byłem szczęśliwy, chciałem się bawić, cieszyć, świętować, ale być może Kasjan miał rację – jutro będzie lepiej, chociaż jutro już nie będę miał tego wielkiego uczucia wielkiego stężenia endorfin, spodziewałem się, że będę czuł tylko wielkie zmęczenie. Rozstaliśmy się, obiecałem, że będę uważał w drodze do domu, bo Konrad oczywiście znów musiał się czuć zbyt odpowiedzialny, mimo wszelkich starań Kasjana, za które mu byłem wdzięczny. I wtedy się zaczęło. Dorwali mnie dziennikarze, na szczęście nie naraz, tylko po kolei. Najpierw była jakaś babka, zaskoczyła mnie, trochę też się poczułem zmieszany, w końcu nigdy występ nie kończył się dla mnie w ten sposób, nie byłem na to przygotowany, jednak starałem się nie dać tego po sobie poznać. Byłem trochę arogancki, bezczelny. Potem już było łatwiej, poza była na swoim miejscu. Odpowiadałem na pytania, zachowywałem się, jakby był to dla mnie chleb powszedni, byłem może nawet trochę wredny, w końcu poczułem się podobnie, jak przy rozmowach z nauczycielami i innymi starszymi ludźmi, działały na nich te same zagrywki, więc je wykorzystywałem. Ale chciałem, żeby sobie poszli, nie miałem ochoty ani siły na robienie za ich gwiazdę.
A potem zdarzyło to się coś jeszcze bardziej niespodziewanego. Kot i jego facet podeszli do mnie. Kot zachowywał się, jakby to właśnie jemu na tym zależało, Ren był bardziej opanowany, trochę się go nawet obawiałem. Gdy stanęli przy mnie wydał mi się jeszcze poważniejszy, silniejszy i pewniejszy. Starałem się to olać, ale mimowolnie czułem się przy nim jeszcze mniej pewnie, niż przy Tylerze, gdy robił z siebie kogoś takiego. Przedstawiliśmy się sobie, wymieniliśmy parę słów, ale przez cały czas zerkałem na Rena. Przyprawiał mnie o dreszcze, choć chyba nie robił tego specjalnie. Zachowywał się bardzo w porządku, tak normalnie, ale czułem, że byłem dużo młodszy. Kot mówił więcej, Ren tylko czasem komentował, w ogóle był spokojniejszy i bardziej opanowany. Normalnie jak Tyler.
– Marcel, masz jakieś plany na wieczór? – zapytał w końcu pewnym głosem Kot, czym mnie trochę zdziwił, ale szybko się pozbierałem.
Rozmawiając z Kotem, starałem się zignorować to dziwne uczucie niepewności, o które przyprawiał mnie jego facet, starałem się być sobą, tym pyskatym, aroganckim, pewnym siebie gościem, za którego mnie wszyscy mieli. No, może poza kilkoma osobami. Niestety moje ciało nadal dawało mi się we znaki, nie sądziłem, że będzie aż tak, widziałem, że Kot przyglądał się, jak całe wręcz drży, trzęsie się, a ja nie byłem w stanie nad tym zapanować. Nie wiedziałem, co sobie o tym myślał, ale wyglądało na to, że nie do końca rozumiał, co się działo.
– Cholera, ale te skurcze mnie wkurzają – powiedziałem, żeby zwrócić jego uwagę.
Wygiąłem się, wzdychając cicho, po czym zacząłem masować uda, wtedy chyba zrozumiał. Szybko się pozbierał i zaczął się trochę nabijać. Zaprosił mnie na kolację, na co z chęcią się zgodziłem, bo umierałem z głodu, ale potem Kot zniknął w morzu swoich fanek, a ja zostałem sam na sam z Renem.
– Boisz się mnie? – spytał niskim, męskim głosem.
Przełknąłem ślinę i starałem się szybko zmienić spojrzenie z wystraszonego szczeniaka na aroganckiego szczeniaka, ale chyba mnie przejrzał.
– Trochę – przyznałem, odwracając głowę w bok, zawstydziłem się.
– Niepotrzebnie. – Przewróciłem oczami, przecież wiedziałem. – Wiesz, Kotu chodzi o coś więcej niż samą kolację – dodał.
Wzdrygnąłem się, dlaczego sam na to nie wpadłem? Spojrzałem Renowi w oczy, jakby szukając tam potwierdzenia słów, chciałem się upewnić, że się nie nabijał. Ale nie. Zauważył moje zwątpienie. Tyler. Nie mogłem.
– Możesz zabrać swojego pana ze sobą – powiedział łagodnym głosem.
Spojrzałem na niego zaskoczony, skąd wiedział? To było aż tak po mnie widać? Speszył mnie. Ale on tylko uśmiechnął się łagodnie, więc opanowałem się i pokiwałem głową, a zaraz potem wrócił Kot, więc zadzwoniłem po Tylera. Zdziwiłem się, że już poszedł spać, może takie rzeczy nie robiły już na nim wrażenia? W każdym razie ostatecznie się zgodził.
Poszliśmy do niego. W sumie pasowało mi to nawet bardziej niż hotele, czułem się pewniej w jego mieszkaniu, a już na pewno bezpieczniej niż gdybym miał iść do nich. Po drodze opowiedziałem im trochę o Tylerze, żeby wiedzieli, na co się piszą. Na szczęście chyba nie mieli nic przeciwko. Zaczęło się na spokojnie, poznali się, usiedliśmy, rozmawialiśmy, piliśmy. Po prostu. Jednak cały czas ktoś do nich wydzwaniał. Na początku Kot cierpliwie odbierał, lecz po kilku piwach już go chyba nic nie obchodziło, a wszystkie telefony odbierał Ren.
– Dobra, do rzeczy – zarządził w końcu Tyler. – Marcel, ściągaj koszulkę.
Chciałem się oburzyć, no bo dlaczego ja? Nie lubiłem takich sytuacji.
– Nie no, spoko, nie musisz się wstydzić – zareagował w porę Kot.
Gdy Tyler i Ren poszli na balkon zapalić, Kot zaczął się do mnie przystawiać, ale nie miałem nic przeciwko. Przecież Tyler się zgodził. Całowaliśmy się, jednak przeszkodził nam powrót Tylera i Rena.
– Chyba się polubili – usłyszałem głos Tylera i szybko odsunąłem się od Kota.
Nie byłem pewien, co mogę a czego nie. Jeszcze nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji, jednak wyglądało na to, że Kota to nie ruszyło. W końcu przeszliśmy do rzeczy. Tyler zajął się Kotem, za to Ren znalazł się przy mnie, przez co znów poczułem się niepewnie. Nie zdziwiłbym się, gdybym spanikował, gdyby Tylera nie było tu teraz ze mną. W sumie to nawet poczułem się trochę lepiej, gdy Tyler kazał mi zająć się Kotem, palce w tyłku były mniej stresujące niż jego bliskość.
Skończyło się tym, że sperma ich wszystkich była na mnie, więc uciekłem do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku. Gdy z niej wyszedłem, zastałem ich na balkonie, gdzie Tyler już drugi raz dał mi papierosa, nie pytając mnie o zdanie. Później bzyknął mnie Kot, a potem wzięli mnie na dwa baty. Czułem, że byłem w tym wszystkim w centrum uwagi, co oczywiście miało swoje plusy i minusy, jednak starałem się zbytnio nie rozwodzić nad tymi ostatnimi. Kiedy wróciłem z Kotem z łazienki i skuliłem się na łóżku Tylera, zasnąłem praktycznie w jednej chwili. Obudziłem się dopiero, gdy było już jasno. Otworzyłem zaspane oczy i zdałem sobie sprawę, że nie znajdowałem się w swoim mieszkaniu. Szybko jednak zauważyłem Tylera, który siedział na drugim końcu łóżka i patrzył przed siebie, minę miał niewesołą.
– Co się stało? – spytałem jeszcze trochę nieprzytomnym głosem.
– Zasnąłeś – odpowiedział. Tylko na krótką chwilę na mnie spojrzał.
– A... oni? – dopytywałem.
– Już pojechali, trochę popsuła się atmosfera.
Co? Dlaczego? Chciałem zadawać kolejne pytania, jednak okazało się, że problemów było więcej.
– Lepiej sprawdź, kto się do ciebie tak dobijał przez pół nocy. Pewnie twój braciszek się martwi.
Szybko dorwałem telefon i zobaczyłem 37 nieodebranych połączeń od Konrada i 11 od Kasjana, które zapewne także były od Konrada, tylko z telefonu Kasjana. Westchnąłem i zrozumiałem, że będę musiał się z tego wytłumaczyć.
Z jękiem niezadowolenia zwlokłem się z łóżka i poszedłem do łazienki. Bolał mnie tyłek, byłem niewyspany i nie miałem najmniejszej ochoty na spotkanie z bratem. Na szczęście Tyler pomógł mi się ogarnąć, ale pilnował, żebym nie poruszał tematu naszych byłych kochanków. Zżerała mnie ciekawość, co takiego się wydarzyło, ale czułem, że pytania wcale nie sprawią, że się czegokolwiek dowiem. Tylko bym bardziej zdenerwował Tylera, może gdy się uspokoi, to sam mi o wszystkim powie. Oddzwoniłem do Konrada i potwierdziłem dzisiejsze spotkanie, po czym szybko wróciłem do domu, przebrałem się i doprowadziłem się do stanu względnej używalności. Spotkaliśmy się w parku, niedaleko mojego domu. Konrad od razu mocno mnie przytulił, ale widziałem, że czymś się przejmował. Nadal. Więc raczej nie chodziło o to, że nie odbierałem telefonu.
– Wszędzie o tobie piszą – powiedział drżącym głosem.
– To źle? – zdziwiłem się. Odniosłem wrażenie, że nie cieszył się z tego powodu.
Zaśmiał się, ale brzmiał trochę gorzko. Nic nie rozumiałem.
– Nie o to chodzi – usłyszałem Kasjana, który był bardziej opanowany, ale też wydawał się poruszony.
Spojrzałem na niego wyczekująco. Wziął telefon do ręki i pokazał mi kilka zdjęć i artykułów, a ja myślałem, że zapadnę się pod ziemię. Przyłapali nas na balkonie u Tylera. Popatrzyłem przerażony na brata, ale był raczej zmartwiony, niż miał do mnie pretensje. Na szczęście na zdjęciach nigdzie nie było widać mnie z papierosem.
Nie wiedziałem, co mam teraz zrobić, wystraszyłem się, ale Konrad uśmiechnął się do mnie pocieszająco i pogłaskał mnie po włosach.
– Coś wymyślę, żeby powiedzieć rodzicom, zanim się do ciebie dobiorą – powiedział, na co uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością.
Resztę czasu spędziliśmy w hotelu i okolicach. Znów. Zjedliśmy wspólnie obiad i się leniliśmy, jednak nikomu to raczej nie przeszkadzało. No i Konrad rozumiał, że bolał mnie tyłek, nie musiałem mu zbyt wiele tłumaczyć. Kasjan zresztą też. W sumie to cieszyłem się, że nie musiałem przed nimi niczego udawać ani się tłumaczyć. Brat nawet nie miał do mnie pretensji, wystarczyła mu informacja, że się zabezpieczaliśmy. Kochany. Odniosłem wrażenie, że oni też nie próżnowali, pewnie Kasjan próbował znaleźć sposób na uspokojenie Konrada. Wiadomo, seks dobry na wszystko. Wieczorem wylecieli, a ja wróciłem do domu i usiadłem do komputera. Skoro już wszyscy wiedzieli, że się znaliśmy, postanowiłem wysłać Kotu i Renowi zaproszenia na fejsie. A co mi tam, raczej nie będą mi mieli tego za złe. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem, że Tyler już ma ich obydwu w znajomych. Uśmiechnąłem się pod nosem. Artykułów o występie natomiast nie czytałem, na wszelki wypadek, choć mnie korciło, ale czułem, że to był mocno średni pomysł. Tym bardziej nie czytałem plotek na swój temat, zdałem się na Konrada i jego kreatywność. Wiedziałem, że wybroni mnie przed rodzicami, tylko będzie musiał mi przekazać, co będę miał im opowiadać, ale byłem pewien, że uda się z tego wybrnąć bez szwanku.

Kota i Rena szukamy TUTAJ

Zobacz stronę opowiadania "Master"
Batman Logo