Strony, na których zostały udostępnione moje prace:

Zrobiłam na nie nową zakładkę, bo trochę się rozmnożyły :)
Znajdują się teraz pod My stuff -> Udostępnienia prac

środa, 20 września 2017

Meanwhile

Jakby kogoś interesowało, co Marchewa robi, kiedy nie pisze, to Marchewa właśnie rysuje aktorów porno:

sobota, 16 września 2017

Master: Tyler

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek tak bardzo będę się stresował swoim występem. Zawsze czułem się na scenie jak ryba w wodzie. Nie musiałem wtedy udawać ani niczym się martwić, po prostu dawałem z siebie wszystko i byłem szczęśliwy. Widać dłuższa przerwa robi swoje. Bałem się, że nie dam rady, że kontuzja jednak może mnie wykluczyć na zawsze, uniemożliwić mi robienie tego, co kochałem. Przez dłuższy czas chodziłem spięty, choć starałem się nie dać tego po sobie poznać. Ale nie wszyscy dawali się oszukać. Do tych niewielu wybrańców losu z pewnością należeli Ian i Drake. Znali mnie już na tyle dobrze, żeby wyłapywać te drobne szczegóły w zachowaniu, postawie czy sposobie mówienia. Więcej paliłem, choć wiedziałem, jakie to było niezdrowe. Nie powinienem tego robić, szczególnie biorąc pod uwagę to, czym się zajmowałem, jednak po prostu musiałem. Nie byłem w stanie sobie poradzić z tym oczekiwaniem, starałem się ćwiczyć, ale bałem się też przeforsować. Chciałem być rozważny i ostrożny, tylko czasem mnie ponosiło. Byłem wtedy na siebie naprawdę zły, że nie dałem rady zapanować nad instynktem, nad odruchami. Przecież nie mogłem nabawić się kolejnej kontuzji, nie przeżyłbym tego. Wtedy mógłbym już nigdy nie wrócić.
Ian przekonał mnie w końcu, że powinienem się rozluźnić przed występem. Długo to trwało, zanim ustąpiłem, ale ostatecznie mu uległem. Umówiliśmy się na spotkanie w barze należącym do taty bliźniąt. Miało być już wtedy zamknięte, więc nie powinno być problemów, a z drugiej strony było tam do dyspozycji sporo rzeczy i miejsc, które nieraz się przydawały. Zapytałem Iana, czy planował coś konkretnego, ale się nie przyznał. To znaczy, widziałem po jego minie, że coś knuł, ale nie dowiedziałem się, co takiego. Powiedział mi tylko, żebym przygotował się „jak zawsze na spotkania z nim”, a to oznaczało, że musiałem się „oczyścić”, ładnie mówiąc. Rzadko to robiłem, generalnie nie musiałem, odkąd więcej razy to ja byłem stroną dominującą. Podobało mi się zajmowanie się innymi, tym bardziej, że naprawdę całkiem nieźle pracowało mi się z Marcelem. Szybko się uczył, miał ciekawą osobowość i sporo nas łączyło. To wszystko sprawiało, że dziwnie się poczułem, przystawiając sobie gruszkę. Od razu poczułem się tak, jak na początku mojej znajomości z Ianem. Kiedy to ja byłem tym, który usługuje i nad którym się znęcał. Próbowałem wmawiać sobie, że za tym nie tęskniłem, że nie sprawiało mi to aż takiej radości, ale miałem świadomość, że okłamywałem samego siebie.
Przed wyjściem, o dziwo, nie stresowałem się tym, że niedługo (ba, dwa dni później!) miałem mieć swój występ. Miałem większe zmartwienia – nie wiedziałem, czego się spodziewać po nadchodzącym spotkaniu. Gdy wszedłem do budynku, zobaczyłem Iana i Drake’a siedzących przy barze i popijających piwo. Uśmiechnęli się na mój widok. Zrobiłem bezczelną minę i podszedłem do nich.
– Cześć, chłopaki. Co tam? – odezwałem się pierwszy.
– O, jednak nie stchórzyłeś – zaśmiał się Drake.
– Wiesz co? Spadaj. – Pokazałem mu język.
Ian się roześmiał i sięgnął po piwo, po czym westchnął.
– Dzieci…
Na to hasło niemalże w tym samym momencie spojrzeliśmy na niego z mordem w oczach, jednak się tym nie przejął.
– Młodzież zaraz będzie – powiedział jakby nigdy nic.
Spojrzałem na niego pytająco. Młodzież? Nie było mowy o tym, żeby miał tu być ktoś poza nami. Kogo jeszcze sprowadzili? Zapewne bliźnięta i Caseya, ale czy Marcela też tu ściągnęli? Obawiałem się, że mogli to zrobić.
Wziąłem sobie piwo i usiadłem z nimi. Próbowałem się domyślić, co kombinowali, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Wiedziałem tylko, że z pewnością mogę tego żałować. Nie dawali nic z siebie wyciągnąć, choć ich prowokowałem. Chyba już się na to uodpornili. W pewnym momencie weszli Nick i Casey.
– O, już jesteś – uśmiechnął się Nick. Jego mina zdradzała, że wiedział, co tu się działo.
– Cześć – przywitał się Casey.
Podeszli do nas i rozsiedli się wygodnie.
– Ally pisała, że zaraz będą – rzucił w końcu Nick, obejmując dłońmi puszkę piwa.
Czyli jednak wmieszali w to też Marcela. Porozmawialiśmy trochę na spokojnie, a gdy nasze gołąbki przyszły, poszliśmy się przebrać. Marcel miał na sobie jockstrapy, które ode mnie dostał, Nick miał podobne. Ally była w koronkowej bieliźnie i pończochach. Ian, Drake i ja ubraliśmy jednak zwykłe bokserki. Stwierdziłem, że nawet jeśli Ian coś dla mnie planował, to nie zamierzałem mu tego ułatwiać. Na pewno nie przy innych, a w szczególności przy Marcelu. Ian i Drake dyskretnie się uśmiechnęli, jednak zdołałem to uchwycić. Na rozgrzewkę zaczęliśmy od czegoś innego. Marcel i Nick podeszli do mnie i Drake’a i zaczęli nam obciągać. Z kolei Ally siedziała objęta przez Iana, który delikatnie ją pieścił.
Nie miałem nic przeciwko, taki początek był całkiem miły. Bawiłem się trochę włosami Marcela, jednak ostatecznie związałem mu je w wysoki koczek, żeby nie opadały mu na twarz. Pogładziłem go po policzku, czasami rozbrajało mnie, jak uroczy i potulny potrafił być. Byłem też dumny z tego, jak szybko się uczył. Nie odstawał od reszty towarzystwa, choć przecież dołączył nie tak dawno. Ale nie dane mi było cieszyć się tą chwilą do końca, Ian rzucił polecenie, na co Drake od razu odsunął Nicka od siebie za włosy. Ja tego nie zrobiłem, natomiast Marcel sam się moment później odsunął i spojrzał na mnie z dołu. Miał teraz inne spojrzenie. Pełne wyczekiwania, prośby, uległości. Czułem, że mógłbym z nim wtedy zrobić prawie wszystko. Chciałem go zeszmacić na wszystkie możliwe sposoby, pragnąłem go, podniecenie mnie rozsadzało, lecz to Ian teraz dowodził. Nie pozwoliłby mi na to. Chłopcy wstali jak na rozkaz i stanęli obok siebie, było wyraźnie widać, że Marcel górował wzrostem nad Nickiem. Uśmiechnąłem się, świetnie się odnajdywał w tej roli.
– Nick, Marcel, zajmijcie się sobą.
Wykonali polecenie. Ian kiwnął nam głową na znak, żebyśmy ich spokojnie obserwowali. Uśmiechnąłem się. Chłopcy obciągali sobie nawzajem, wylizywali i rozciągali. Wszystko to robili tak, żebyśmy dobrze widzieli.
Z przyjemnością oglądaliśmy to widowisko, bawiąc się swoimi członkami. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo mnie to pochłonęło, do czasu aż dobiegło mnie głośne westchnienie Ally, nadal pieszczonej przez Iana. Zadrżałem. Ale Ian się tylko uśmiechnął i nakazał wszystkim gestem sobie nie przeszkadzać. Odniosłem wrażenie, że Marcel poczuł się nieco zmieszany, na szczęście Nick szybko z powrotem zmusił go do skupienia się na czym innym. Chwila musiała minąć, zanim ponownie się wczułem, ale ponownie zająłem się sobą. W pewnym momencie nawet ścisnąłem swój penis, bo poczułem się zbyt dobrze. Nie mogłem teraz dojść. Musiałem trochę wytrzeźwieć, więc wstałem i poszedłem po piwo. Gdy wróciłem, chłopcy już byli rozdzieleni. Trochę byłem tym zawiedziony, ładnie razem wyglądali, jednak z drugiej strony wiedziałem, że to oznaczało przejście do dalszej części zabawy. Marcel był przykuty przodem do ściany, miał rozpostarte szeroko ramiona. Drake go posuwał od tyłu, obejmując dłońmi jego biodra. Uśmiechnąłem się. Marcel jęczał głośno i nie sprawiał wrażenia zawstydzonego. Zuch chłopak. Nick i Ally znajdowali się przy Ianie i obserwowali. Ian machnął do mnie, żebym do niego przyszedł, przez chwilę obserwowałem razem z nimi.
Drake zerknął na mnie i się cwaniacko uśmiechnął, nie przeszkadzał sobie przy tym w posuwaniu młodego. A on nawet na mnie nie patrzył. Jęczał głośno przyklejony całym ciałem do zimnej ściany. Ian wstał, zostawiając na chwilę mnie i bliźnięta, by po chwili wrócić z batem, który mi podał. Spojrzałem na niego pytająco, ale on tylko kiwnął głową w stronę Marcela. Drake wysunął się z niego i podszedł do Nicka i Ally. Wziąłem do ręki bat i podszedłem do młodego. Pogładziłem jego nagie, wyrzeźbione plecy, przesunąłem dłoń na jędrne pośladki. Był cudowny. Nie uciekał ode mnie, nie drżał. Był tylko trochę zmęczony. Odsunąłem się na kilka kroków, jednak zanim wymierzyłem mu pierwszy cios, Ian podszedł do niego, by założyć knebel. Nie zaprotestował. Ian odszedł kilka kroków i kiwnął do mnie głową. Zrozumiałem ten gest. Zamachnąłem się, a zaraz potem zabrzmiał dźwięk uderzenia i zduszony krzyk Marcela. Napiął mięśnie i zacisnął pięści, ale był dzielny. Ciosy były coraz mocniejsze, w końcu sam się trochę zapomniałem. Zostawiałem na jego plecach czerwone pręgi, wyładowywałem swój stres. Traciłem kontrolę nad sobą. Marcel krzyczał już całkiem głośno i się wyrywał, ale nie zwracałem już na to uwagi. W końcu Ian zainterweniował.
– Dość! – krzyknął donośnie i ruszył z miejsca.
Podszedł do mnie, zmusił do oprzytomnienia.
Dopiero wtedy zaczynało do mnie docierać, co się działo. Stałem oszołomiony, nie mogąc nic zrobić. Drake uwolnił Marcela i zniknął gdzieś z nim i bliźniętami. Zostałem sam z Ianem. Spojrzałem na niego, miał trochę zawiedziony? Niezadowolony? Zaniepokojony i jednocześnie groźny wyraz twarzy.
– Jeszcze trochę i zakatowałbyś tego dzieciaka – odezwał się, jednak w jego głosie słychać było, że tylko starał się nad sobą zapanować.
– Ja... ja nie chciałem – zdołałem tylko z siebie wydusić.
– Musisz nad sobą panować. Jeżeli nie jesteś w stanie sobie sam ze sobą poradzić, to nie nadajesz się, żeby być czyimkolwiek panem – zrugał mnie.
Spuściłem głowę i pokiwałem nią. Wiedziałem, że miał rację. Było mi wstyd za siebie, że dałem się ponieść emocjom. Że mój stres spowodowany występem wziął górę nad rozsądkiem i dobrem Marcela. Naraziłem go. A przecież on, tak samo, jak i cała reszta, byli tu dzisiaj dla mnie, żeby mnie wesprzeć. Zawiodłem ich.
– Chodź – rozkazał, chwytając mnie mocno za ramię.
Posłusznie poszedłem z nim, choć nie wiedziałem, dokąd zmierzaliśmy. Byłem zbyt rozczarowany i zawiedziony na sobie, żeby w tym momencie się tym martwić.
Okazało się, że zaprowadził mnie do kolejnego miejsca, które również ewidentnie było przygotowane specjalnie na dzisiejsze spotkanie. Rozłożona była ława i przygotowane pasy. Wiedziałem już, że to było dla mnie. Normalnie cieszyłbym się, że nie było tu Drake'a, Marcela i bliźniąt, jednak teraz wiedziałem, że zawiodłem Iana, więc być może ich obecność dodałaby mi otuchy. Okej – trochę się bałem. Spojrzałem jeszcze na swojego mentora, jakby w poszukiwaniu potwierdzenia tego, czego się domyślałem, po czym posłusznie zdjąłem bokserki i ułożyłem się na ławie. Ian unieruchomił mnie na niej pasami. Przytuliłem się policzkiem do znajdującego się pode mną cienkiego materaca i spoglądałem z wyczekiwaniem na Iana. Nie wiedziałem, co zamierzał ze mną zrobić.
– Widzę, że spodziewałeś się, że to może nastąpić – powiedział z zadowoleniem w głosie, przesuwając palcami między moimi pośladkami. – Czyściutki i wygolony.
Oblizałem nerwowo wargi. Nie czułem się w tym momencie ani trochę pewnie, ale nie odważyłem się szarpnąć. Jemu się nie spieszyło. Masował palcem moje wejście, ugniatał pośladki. Napawał się moim wyczekiwaniem.
– Jak myślisz, co z tobą zrobię? – spytał, cały czas mnie dotykając.
– Nie wiem, panie – odparłem drżącym, nieco zachrypniętym głosem.
Byłem uległy. Tego ode mnie w tej chwili oczekiwał, miałem się go słuchać i wypełniać polecenia. Starałem się rozluźnić, rzadko byłem na dole, więc myślałem o tym, żeby uniknąć tylu nieprzyjemności, ile się da.
– Powinienem teraz zlać cię przynajmniej tak mocno, jak zlałeś jego – powiedział.
Jego dłoń jakby w okamgnieniu znalazła się na moich plecach. Głośno wypuściłem powietrze. Zrobiłby to? Chyba nie. Nie przed występem, w innym przypadku mógłby się nie zawahać. Odszedł ode mnie, stanął tak, że go nie widziałem. Niedługo później wrócił i usłyszałem dźwięk otwieranego żelu, a zaraz potem poczułem chłód między pośladkami. Rozprowadził lubrykant palcami i zaczął mnie rozciągać. Był ostrożny, nie spieszył się, za co mu byłem wdzięczny. On, w przeciwieństwie do mnie, nad sobą panował. Zachował rozsądek. Wiedział, że muszę być zdatny do użytku, nie może mnie uszkodzić. Bardzo dokładnie czułem każdy jego dotyk, każde wciśnięte lub rozłożone palce, które drażniąco powoli mnie przygotowywały na to, co nieuniknione. Zamknąłem oczy, chcąc poddać się pieszczotom, przestać myśleć o tym wszystkim, jednak w momencie kiedy poczułem, że odpływam, jakby nagle, niespodziewanie zabrał palce. Znów zacząłem myśleć, serce szybciej zabiło. Wiedziałem, co się zbliżało. Poczułem jego dłonie na swoich biodrach i zamarłem. Musiał zauważyć moją reakcję, ale nie przejął się tym. Wszedł we mnie jednym płynnym ruchem.
Kiedy spuścił się już w moim wnętrzu, uwolnił mnie. Sam doszedłem kilka chwil wcześniej. Założyłem bokserki z pełną świadomością, że będzie na nich plama, jednak nie mogłem w tym momencie nic na to poradzić. Na drżących nogach wyszedłem razem z Ianem z pomieszczenia. Poszliśmy do znajdującego się na piętrze pokoiku, w którym, jak się okazało, byli Drake, Marcel i bliźnięta. Młody leżał na łóżku na brzuchu, miał wysmarowane maścią plecy. Przy jego głowie wygodnie ułożyła się Ally, zupełnie nie przejmując się swoją nagością. Po drugiej stronie łóżka siedzieli przytuleni Drake i Nick. Obrócili twarze w naszą stronę z uśmiechem, słysząc otwieranie drzwi. Uśmiechnąłem się do nich trochę nerwowo, ale chyba nie mieli do mnie żalu. A przynajmniej go nie okazywali.
– Jak tam? – spytał Ian, podchodząc bliżej. Ja nie ruszyłem się z miejsca.
– Będzie żył – odparł mu Drake. Chodziło oczywiście o Marcela.
Byłem pewien, że nie byli grzeczni, odkąd się rozstaliśmy. W tym przekonaniu utwierdzały również plamy na pościeli i rozleniwiony stan wszystkich czworga. Byłem trochę ciekaw, komu Marcel pozwolił wykorzystać swój tyłeczek, tym bardziej, że ewidentnie było widać ślady spermy, ale nie odważyłem się spytać. Nie spodziewałem się, że któremuś z nich zaufałby na tyle, by się na to zgodzić. Ciekawe komu, Drake'owi? Na szczęście wyglądało na to, że wszystko było w porządku.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

niedziela, 10 września 2017

Master: Damian

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Maciek sporo energii wkładał w to, żebym się rozwijał. Bo sprawiało mi to problem. Momentami wręcz zastanawiałem się, po co właściwie się w to wszystko wpakowałem. Ale nie znajdowałem sensownego wytłumaczenia. Ciekawość? Chuć? Już od dłuższego czasu uważałem, że sam temat był interesujący. Śledziłem profile, oglądałem filmy, również instruktażowe, dużo bywałem na forach i czytałem. Jednak dopóki nie spotkałem się z Maćkiem, zajmowałem się tylko sam sobą. I to też delikatnie. Robiłem zdjęcia w kuszących pozach, ubierałem różne ciuszki i przebrania, dotykałem się, ale nic poza tym. Niewiele osób o tym wiedziało, w szczególności z tych, które mnie obserwowały w mediach społecznościowych i moich znajomych. Ponoć nie sprawiałem takiego wrażenia, z czym nie do końca się zgadzałem. Może i potrafiłem zrobić parę min i poz, nie wstydziłem się zakładać kocich uszu czy damskich ubrań, jednak nadal byłem raczej cichą i nieśmiałą osobą. Miałem nadzieję, że to spotkanie wiele zmieni w moim życiu. I tak też się stało. Poznałem wielu ludzi, próbowałem różnych rzeczy, Maciek przełamywał moje bariery, ale robił to wszystko z wyczuciem i pełnym profesjonalizmem, za który go szczerze podziwiałem. On naprawdę wiedział, co robił.
O dziwo, moim największym problemem nie okazały się żadne kneble, upokorzenia, chłosty i tym podobne, lecz rozciągliwość własnego odbytu. Choć trochę to śmieszyło Maćka, dzielnie z tym walczył. Miał do mnie naprawdę dużo cierpliwości. Rozciągał mnie, ćwiczył, używał dużo żelu i nie spieszył się – jednym słowem był idealną osobą na tym miejscu.
– No dajesz, wdech i wydech, rozluźnij się – powtarzał za każdym razem, gdy wciskał we mnie jakiś korek albo inne zabawki.
Używał też innych metod, jak dopieszczanie mnie i zajmowanie czymś. To nawet pomagało. Gdy ktoś mi obciągał, bawił się sutkami, albo w inny sposób dekoncentrował, naprawdę trochę się rozluźniałem. Ale potem i tak następował krzyk. Wiedziałem, że z każdym kolejnym razem trochę go zawodzę, jednak nie byłem w stanie nic na to poradzić. Czasem używał knebla, nie miałem nic przeciwko temu. Robił mi zdjęcia, prowokował do wstydu i zażenowania, filmował.
– Pokaż, kotku, jaką jesteś szmatą – mówił do mnie.
Sprawiało mu satysfakcję, gdy widział mnie zażenowanego, zarumienionego i zawstydzonego. Ulegle zajmowałem się jego penisem i rozkładałem nogi. Ja naprawdę to wszystko lubiłem... Po prostu nie do końca sobie ze wszystkim radziłem. Na szczęście on o tym wiedział i robił wszystko, by mi pomóc.
W końcu wpadł na genialny pomysł, że powinienem spróbować chodzić z korkiem w tyłku też poza naszymi spotkaniami i ćwiczyć też sam ze sobą. Z początku byłem pełen wątpliwości, ale ostatecznie zgodziłem się. Pod koniec spotkania włożył mi korek, który wyjąłem dopiero przed wieczorną toaletą. Wtedy też go umyłem i zabrałem ze sobą do łóżka. Położyłem się wygodnie z szeroko rozstawionymi nogami i sięgnąłem po saszetkę żelu, którą kupiłem, wracając ze spotkania. Nawilżyłem swoje wejście i korek i zacząłem się nim bawić. Zagryzałem przy tym wargę i krzywiłem się, nie chcąc wydać z siebie dźwięków, zdradzających mój dyskomfort. Byłem pewien, że dam sobie radę. Musiałem. Przestałem dopiero, gdy poruszanie nim nie stanowiło już dla mnie problemu, gdy odpływałem. Nie doprowadzałem się jednak do orgazmu, nie napędzałem się. To miało być tylko ćwiczenie. Zostawiłem go w sobie na noc z myślą, że rano to powtórzę. Ale tak byłoby zbyt łatwo. Nie tylko ja się rano obudziłem. Mój penis również. Kiedy dotarło to do mnie, w pierwszej chwili westchnąłem niezadowolony, że tyle z moich ambitnych planów, potem dopiero stwierdziłem, że coś trzeba z tym zrobić. Było mi już trochę sucho w tyłek, więc pomoc korkiem nie wchodziła w grę. Musiałem zrobić to inaczej.
Skrzywiłem się, wyciągając go z siebie. Przez chwilę wahałem się, czy najpierw powinienem sobie ulżyć, czy się umyć, ale w końcu stwierdziłem, że trochę higieny jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Nie wytrzymałem. Spuściłem się pod prysznicem. Jednak później, już zgodnie z wcześniejszym planem, znów zająłem się ćwiczeniem swojego wejścia. Tym razem nie w łóżku, a w łazience. Przed lustrem. Nachyliłem się i oparłem wygodnie o umywalkę i, patrząc w swoje odbicie, nawilżyłem swój tyłek, po czym ostrożnie zacząłem wsuwać w siebie korek. Przygryzłem wargę, ale nie odrywałem wzroku. To podniecało. Zbyt bardzo. Tego ranka musiałem jeszcze raz się spuścić, a potem, jakby nigdy nic, wyszedłem z łazienki, zebrałem się i poszedłem na zakupy. Nie było to dla mnie w końcu nic takiego. Zdarzało mi się przecież robić różne zdjęcia i nagrywać filmiki, po czym iść spokojnie na uczelnię. Czy się wstydziłem? Nie. Ale miałem w głowie pamięć o mile spędzonym poranku. Spodobało mi się też myślenie o tym, że miałem w tyłku korek. Od czasu do czasu dyskretnie tak się poruszałem, żeby mnie lekko drażnił. Nie za bardzo, z wyczuciem. Trochę przyjemności przecież jeszcze nikomu nie zaszkodziło. W ten sposób funkcjonowałem przez tydzień.
Wtedy znów spotkałem się z Maćkiem.
– I jak tam? – spytał na dzień dobry z uśmiechem, który jednoznacznie komunikował, o co mu chodziło.
– Dobrze – odparłem z analogiczną miną.
Wyszczerzyłem się. Nie sądziłem, że ten tydzień aż tak na mnie wpłynie. A może chodziło też o to, że z biegiem czasu czułem się w jego towarzystwie coraz swobodniej? Nie wspominając już o tym, że korek tak przyjemnie drażnił moje wnętrze, że mogłem nie do końca trzeźwo się zachowywać. Moja chcica sięgała zenitu, ale Maciek jak zwykle był bardzo opanowany, co mnie z każdą mijającą minutą coraz bardziej irytowało. Za to on ewidentnie się świetnie bawił i był zadowolony z uzyskanego efektu. Poczęstował mnie herbatą, zaczął rozmowę – ogólnie wszystko przedłużał. Drań. Wyciągał ze mnie spostrzeżenia i opowieści, które jeszcze bardziej mnie nakręcały. Pytał o to, jak się czułem, bawiąc się korkiem, kładąc się z nim spać czy wychodząc z domu. Nie było szans, żebym się nie nakręcał, mimo najszczerszych chęci, bo miałem wrażenie, że mogę w każdej chwili eksplodować, a to nie byłoby mile widziane, zważywszy, że nadal byłem całkowicie ubrany. Na szczęście w końcu pozwolił mi się rozebrać, co uczyniłem bardzo chętnie i sprawnie, powodując tym samym, że Maciek zaczął się ze mnie śmiać.
Penis już radośnie stał, domagając się uwagi. Nie chowałem go, nie czułem takiej potrzeby. Maciek gestem nakazał mi, bym przy nim uklęknął, po czym założył mi kocie uszka. Patrzyłem na niego kuszącym wzrokiem, miałem suczą minę. Chciałem, żeby mnie zerżnął. Jednak nie mogło być przecież tak dobrze. Najpierw kazał mi sobie obciągać, co uczyniłem bez protestu. Chętnie się nim zajmowałem z nadzieją, że dzięki temu moja nagroda szybciej nadejdzie. Nie doszedł. Odciągnął mnie od siebie i kazał wstać, by zaraz potem założyć mi na penis pierścień. Skrzywiłem się, ale nic nie powiedziałem. Wstał, obrócił mnie i poprowadził do jednego z pokoi, znajdujących się w tym domku. Zawsze zadziwiało mnie, jak wiele pracy i wysiłku musieli włożyć w stworzenie tego miejsca. Przykuł mnie do umocowanych przy ścianie kajdanek, przez co musiałem stać z rozpostartymi rękoma i nogami, przytulony przodem do ściany. Założył mi też knebel. Spodziewałem się już, do czego dążył. Wkrótce też bat w jego rękach utwierdził mnie w tym przekonaniu, a zaraz potem poczułem na plecach pierwsze uderzenia. Nie były zbyt mocne, więc tylko cicho wzdychałem i napinałem się, ale ich siła zaczęła rosnąć, a wtedy już krzyczałem przez knebel, a po moich policzkach płynęły łzy.
Nie męczył mnie zbyt długo, znał moje limity. Uwolnił mnie, zdjął knebel i ostrożnie przytulił. Staliśmy tak przez chwilę. Uspokajałem się, a on głaskał mnie po policzku i delikatnie całował szyję i ramię. Wziąłem głęboki wdech i odsunąłem się od niego. Spojrzałem mu w oczy i spróbowałem się uśmiechnąć, zebrać się w sobie. Chyba się ucieszył, bo odgarnął mi włosy z twarzy i otarł łzy z uśmiechem.
– Chodź, wróćmy do salonu – powiedział łagodnym głosem, przez co poczułem, że nogi mi zadrżały.
Pokiwałem głową i pozwoliłem mu się poprowadzić. Posiedzieliśmy tam na kanapie, odpoczywając, ale w końcu Maciek znów zaczął się mną zajmować. Tym razem drażnił mój penis i bawił się nadal tkwiącym we mnie korkiem. Jęknąłem głucho, wtulając twarz w jego szyję. Mruknął zadowolony i ostrożnie wyjął korek. Zaraz potem poczułem na swoim wejściu dotyk jego dłoni. Gładził je delikatnie, masował, starając się nie sprawiać mi przy tym bólu. Sięgnął po leżący niedaleko żel i wylał go trochę na moje wejście. Później wylał go jeszcze trochę na swój penis i rozprowadził go po nim. Sam zrozumiałem, co miałem zrobić. Położyłem mu dłonie na ramionach i powoli nasadziłem się na niego. Położył mi dłonie na biodrach, delikatnie gładząc skórę. Podniosłem głowę, by spojrzeć na jego twarz.
Nieśmiało sięgnąłem jego ust. Na szczęście nie odtrącił mnie. Powoli przesunął dłońmi, jednak przez cały czas uważał, by nie sprawić mi niepotrzebnego bólu poprzez dotykanie pleców. Nie chcąc kazać mu zbyt długo czekać, ostrożnie spróbowałem się poruszyć. Najpierw delikatnie, zagryzłem wargę, spodziewając się bólu, jednak ten nie nastąpił. Spojrzałem na Maćka zaskoczony, ale on się tylko uśmiechnął, więc i ja się uśmiechnąłem. W końcu był to powód do radości. Nareszcie! Zacząłem więc poruszać się od razu dość szybko i energicznie, niemalże zapominając o pierścieniu, który cały czas znajdował się na moim penisie. Chciałem się nacieszyć tym uczuciem, na które tak niecierpliwie czekałem. Było mi dobrze, ta chwila mogła się nigdy nie kończyć. Przynajmniej do momentu, kiedy poczułem, że zbliżał się orgazm. Wtedy przypomniałem sobie o pierścieniu i skrzywiłem się. Z niezadowoleniem spojrzałem na Maćka, ten jednak zrobił cwaną minę.
– Proszę... – jęknąłem.
– O co prosisz? – mruknął podnieconym głosem, gładząc mój bok.
– Błagam...
Mój głos był niemal płaczliwy, z jednej strony miałem dość, ale z drugiej nie mogłem przestać. Nie mogłem nic na to poradzić, wszystko działo się samo.
Ścisnął mój penis i jednocześnie drugą ręką przytrzymał mnie tak, że siedziałem z jego męskością znajdującą się głęboko we mnie.
– O co mnie prosisz? – powtórzył pytanie, tym razem o wiele bardziej stanowczo.
Speszyłem się, zadrżałem.
– Zdejmij mi to – powiedziałem płaczliwie.
Ale nie stało się to, na co liczyłem. Wręcz przeciwnie. Poczułem, jak mocno naciska na moje obolałe plecy. Jego twarz nie była już tak łagodna.
– Jak ty się do mnie zwracasz? – syknął.
Zapłakałem. Instynktownie spróbowałem się odsunąć od tego dotyku, ale trzymał mnie mocno.
– Jak?!
– Panie! – krzyknąłem słabym głosem.
– Co „panie”? – nie dawał za wygraną.
– Błagam, panie, pozwól mi dojść!
Uśmiechnął się cwanie. Zdjął dłoń z moich pleców i puścił mój penis.
– Dopiero, kiedy ja dojdę.
Znów zapłakałem. Było, jak obiecał. Wróciłem potem do domu, biorąc ze sobą korek. Nie zamierzałem, co prawda, nosić go przez cały czas, ale chciałem dbać o swoją formę.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

niedziela, 3 września 2017

Master: Edwin

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Ucieszyłem się, kiedy Kasjan i Konrad wrócili z wakacji. Nie tylko dlatego, że zrobili to bez problemów – plotek na pół kontynentu czy akcji z policją, ale też dlatego, że zabrali do domu swojego kota. To nie tak, że Pan Mruczek był złym kotem czy go nie lubiłem, ale gdybym sam chciał mieć kota, kupiłbym go sobie już dawno temu. Po prostu zaczynało mnie to męczyć. Chyba uspokojenie się Kasjana i wyprowadzka do Kamila bardzo mnie rozpieściły, zaczynałem mieć wygórowane wymagania. Wiedliśmy sobie nudne, spokojne życie bez fajerwerków – i było nam z tym dobrze! No może trochę przesadzam. Fajerwerki się czasem zdarzały, ale to były głównie nasze prywatne, takie w łóżku. Obydwaj lubiliśmy różne urozmaicenia naszego życia erotycznego, w tym względzie bardzo dobrze się dobraliśmy. I chyba całkiem nieźle się rozumieliśmy, udawało się uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Może po prostu byliśmy wystarczająco dojrzali? W końcu trochę w życiu już doświadczyliśmy, nie zawsze było kolorowo. To pomaga być wyrozumiałym i otwartym. Po prostu nie ma innego wyjścia.
Pierwszy wieczór po powrocie Kasjana i Konrada spędziliśmy we czwórkę. Co prawda byli zmęczeni, ale chcieli porozmawiać i pobyć razem. Konrad się trochę opalił, Kasjanowi przybyło parę piegów, jednak przede wszystkim sprawiali wrażenie naprawdę wypoczętych. Fizycznie i psychicznie. A to było najważniejsze. Trochę im zazdrościłem tego, że mogli sobie na to pozwolić. Gdy wyszli, zabierając ze sobą Mruczka, odetchnąłem z ulgą.
– Zmęczony? – spytał Kamil, spoglądając na mnie z uśmiechem.
Chyba go to trochę bawiło.
– Jestem już za stary na takie długie imprezy – jęknąłem.
– Przesadzasz. – Podszedł do mnie od tyłu i pocałował w policzek. – Jutro urządzimy sobie wieczór sam na sam, taki romantyczny. Co ty na to?
Spojrzałem na niego podejrzliwie, choć nie wiedziałem, czy było to uzasadnione. Szampan i płatki róż czy kneble i podduszanie? Nie umiałem go rozgryźć, co czasem było niezmiernie irytujące. Ujął palcami moją brodę i złączył nasze usta. Odwzajemniłem pocałunek. Wiedział o tym, cwaniak. Nie miał wątpliwości, że się zgodzę bez względu na to, o co chodziło.
Przekonałem się o tym dopiero kolejnego wieczora. Kamil przygotował liny i knebel. Dla mnie oczywiście. Gdy było już ciemno, zostawił tylko mdłe światło z wnętrza mieszkania i związał mnie na leżaku tak, że leżałem na plecach z rękoma za sobą i skrzyżowanymi nogami, do których przywiązany był penis. Zakneblował mnie, po czym rozsiadł się wygodnie na drugim leżaku. Nalał sobie szampana do kieliszka i zapalił papierosa. Siedział tak przez chwilę i patrzył na mnie zadowolony. Wiedziałem, że powinienem się tego po nim spodziewać. Popijał sobie spokojnie, palił i co chwilę rzucał jakieś złośliwe teksty, które starałem się ignorować. W końcu odstawił kieliszek i przysunął się do mnie. Ujął mój penis i zaczął go pobudzać, dym papierosa przyjemnie grzał skórę. Na szczęście bardzo uważał, żeby nie zrobić mi krzywdy. Jęczałem przez knebel i nadstawiałem się do pieszczot, jednak gdy zrobiło mi się już dobrze, odsunął się. Spojrzałem na niego proszącym wzrokiem, ale tylko uśmiechnął się i ponownie wziął do ręki kieliszek. Jakiś czas potem powtórzył to samo. Za kolejnym już byłem na skraju i zacząłem skamleć o orgazm.
Roześmiał się. Dupek. Znów zaczął mi trzepać, tym razem wyciągnął na wierzch również swój penis. Zajmował się mną i sobą jednocześnie. Ale i tym razem nie dał mi skończyć. Kolejny już raz odsunął się i usiadł wygodnie na leżaku z kieliszkiem w ręku. Teraz już wyłem, byłem zrozpaczony i zdesperowany. Zgasił w końcu papierosa i przysunął się do mnie. Nachylił się nad moją szyją i ją zassał. W międzyczasie chwycił moją męskość i zaczął mi trzepać. Odchyliłem głowę do tyłu i przymknąłem oczy. Trysnąłem. Nareszcie. Co za ulga. Nie wiedziałem, kiedy on doszedł. Potem jeszcze trochę mnie tak trzymał i trochę drażnił. Poklepywał jądra i ściskał penis. Po prostu był sobą. Musiał się nacieszyć swoją przewagą nade mną, skoro miał taką możliwość. Kiedy wreszcie mnie rozwiązał i zdjął knebel, poszliśmy wziąć wspólną, relaksującą kąpiel. Wtuliłem się w niego, czując, że zaczynałem odpływać.
– Nie śpij, skarbie – szepnął, smyrając mnie nosem po policzku.
– Nie śpię – jęknąłem, po czym nagle ziewnąłem.
Roześmiał się, ale uderzyłem go, niezbyt mocno, w pierś, żeby się ze mnie nie nabijał. W końcu sam mnie zmęczył.
Kolejny seks był w piątek, czyli trzy dni później. W założeniu miał być zwykły seks, ale jak zwykle nie wyszło. Kamil skuł mi ręce kajdankami, po czym wziął do ręki knebel. Spojrzałem na niego z niezadowoloną miną.
– O co ci chodzi? – spytał, ale jego mina nie wyrażała troski.
– Nie chcę – skrzywiłem się.
– Dlaczego?
– Głupio się wtedy czuję.
– Żartujesz...
– Kamil, przestań! – oburzyłem się, jednak zbytnio się tym nie przejął.
Westchnął i przysunął się bliżej, teraz nasze twarze dzieliły dosłownie centymetry. Patrzyliśmy sobie w oczy.
– Nie powinieneś się wstydzić, gdy jesteś ze mną – powiedział zupełnie poważnym głosem.
Odwróciłem wzrok.
– Wiem – odparłem cicho. – Po prostu...
– Tak? – Tym razem brzmiał już troskliwie.
Czułem, jak opadało całe napięcie seksualne, a tego nie chciałem. Bałem się też, że się rozkleję.
Kamil był bardzo opiekuńczy, był tak blisko... W końcu odważyłem się na niego spojrzeć i zmusiłem się do uśmiechu.
– Mam wrażenie, że wyglądam jak idiota – powiedziałem. – Czuję się nieatrakcyjny – dodałem już trochę stłumionym głosem, czując, że na policzki wkradały się rumieńce. Znów odwróciłem wzrok.
Roześmiał się i mocno mnie objął, dodając otuchy.
– Naprawdę pięknie ci z nim – odezwał się w końcu.
Odwróciłem twarz w jego stronę, patrzył na mnie z taką czułością i zachwytem. Jeszcze raz upewniłem się o tym spojrzeniem. Potwierdził. Pokiwałem głową i otworzyłem usta. Założył mi knebel i pocałował w policzek. Zaczął mnie dotykać, masować skórę i całować, mrucząc przy tym radośnie. Moje ciało reagowało. Obydwaj się nakręcaliśmy, aż w końcu powalił mnie na łóżko. Rozchyliłem nogi, a on tylko wylał trochę żelu na moje wejście i swój penis i bez przygotowania we mnie wszedł. Krzyknąłem i odrzuciłem głowę do tyłu. Trochę zabolało, nawet jeśli byłem już raczej wyćwiczony. Zaraz potem zarzucił sobie moje nogi na ramiona i zaczął się poruszać. Był dziki, napalony, ognisty.
Wiedziałem, że naprawdę mu się chciało i nie było mowy o żadnych grach wstępnych. Chciał się spuścić. Nie miałem nic przeciwko. Też czasem miałem takie potrzeby. Objąłem go skutymi rękoma za szyję, a on podniósł mnie, sadzając sobie na kolanach. Ujeżdżałem go z wtuloną w jego szyję twarzą. Czułem ciepło jego policzka na swojej skórze. Knebel trochę mi przeszkadzał, ale nie było najgorzej. Gdybym go nie miał, pocałowałbym go. Tak bardzo wtedy chciałem to zrobić. Ale nie mogłem. Spojrzałem na niego. Na szczęście chyba zrozumiał, bo zdjął mi go. Oblizałem usta, a zaraz potem go pocałowałem. Zachłannie i czule. Potrzebowałem tego. Czułem jego dłonie na swoich biodrach i język w ustach. Brałem jego penis głęboko, jęcząc przy tym głośno. Odrzuciłem głowę, nie mogąc wytrzymać, gdy przyspieszył i zrobił się bardziej energiczny. Sapał głośno, jednak nie zwracałem na to uwagi. Obydwaj byliśmy głośni. Po jakimś czasie położył się na kanapie i pozwolił mi się ujeżdżać. Zwolniliśmy trochę i po prostu nasycaliśmy się sobą. Trzymałem dłonie na jego torsie, bawiłem się jego skórą, zaczepiałem sutki.
Był taki cudowny. Piękny. Idealny. Nachyliłem się nad nim, żeby go pocałować. Poczułem wtedy, jak obejmuje mnie wokół pasa i zrzuca z siebie. Znalazłem się teraz na brzuchu, pod nim. Wypiąłem się, znów przyspieszył. Tym razem to już była końcówka. Spuścił się we mnie niemalże w tym samym czasie, co ja doszedłem w jego dłoni. Wtuliłem potem policzek w poduszkę i przymknąłem oczy. Byłem zmęczony.
– I jak? Było tak źle? – Kamil znów miział mnie nosem po policzku.
Uśmiechnąłem się, nie otwierając oczu, i mruknąłem. Roześmiał się. Wysunął moje dłonie spode mnie, by je rozkuć, po czym rzucił kajdanki gdzieś na podłogę i przytulił się do moich pleców. Nie było mowy o żadnej kąpieli, sprzątaniu czy zmienianiu pościeli. Nie obchodziło nas to w tej chwili. Po prostu zasnęliśmy wtuleni w siebie. Usatysfakcjonowani. Szczęśliwi. Spałem dość długo, Kamil zdążył w międzyczasie wstać i trochę ogarnąć mieszkanie. Przygotował też coś do zjedzenia. Przyszedłem do niego do kuchni się przywitać. Pocałował mnie krótko w usta i postawił na stole kubek kawy. Usiadłem i wziąłem go do ręki. Zaraz potem przede mną pojawiły się też kanapki. Kamil usiadł do stołu i zajęliśmy się śniadaniem.
Niestety nasza mała idylla nie mogła trwać wiecznie. Zauważyłem, że Kasjan zaczął gdzieś znikać i czasami unikać rozmów. Zaczęło się, gdy Konrad zaczął mieć więcej pracy. Z początku Kasjan siedział wtedy w domu z kotem i grał na pianinie, ale chyba zaczęło mu się to nudzić. Po trosze mu się nie dziwiłem. Zwróciłem na to uwagę Kamilowi.
– Może dramatyzujesz? Myślisz, że jest na tyle nieodpowiedzialny, żeby znowu coś zrobić?
Westchnąłem i wzruszyłem ramionami.
– Jest dorosły, nie zawsze będziesz mógł być obok, żeby ratować mu skórę.
Wiedziałem, że Kamil miał rację, ale po prostu nie potrafiłem inaczej. Był moją jedyną rodziną, moim małym braciszkiem. Czułem się za niego odpowiedzialny. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Miałem nadzieję, że Kamil miał rację i po prostu byłem już przewrażliwiony na jego punkcie, ale doświadczenie mówiło, że powinienem być ostrożny. Bałem się o niego, nie chciałem, żeby zrobił coś, czego by żałował. Starałem się o tym nie myśleć przez cały czas, tym bardziej, że jak na razie Konrad nic o tym nie wspominał, ale musiałem być gotowy na to, że znów mógł wpaść na jakiś genialny pomysł.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

niedziela, 27 sierpnia 2017

Master: Ian

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Już dawno byłem pogodzony sam ze sobą i ze swoim życiem. Choć z początku obawiałem się, jak wszyscy, jak to będzie. Miałem naprawdę dużo szczęścia w swoim życiu, udało mi się odnaleźć w tym świecie, zarówno zawodowo, jak i towarzysko. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło, więc starałem się dawać z siebie wszystko, wykorzystywać dane mi przez los szanse. Chciałem też pomagać innym cieszyć się z ich życia. Tym bardziej, że spotkałem już w tym towarzystwie wielu potrzebujących wsparcia. Ot chociażby uroczy Casey – ofiara gwałtu. Był już w naprawdę dobrym stanie w porównaniu do chwili, gdy go poznałem, jednak dalej wolałem go mieć na oku. Dla bezpieczeństwa. Wiedziałem, że Tyler, choć był świadomy, zachowywał się, jakby był zazdrosny o niego, o uwagę, którą mu poświęcałem. Uważałem to za nieco śmieszne, nawet jeśli Tyler był pierwszym, którym się zaopiekowałem, nie powinien oczekiwać, że będzie jedynym. Nie byliśmy parą, byłem jego Panem, nauczycielem, opiekunem i wsparciem. Patrzył na mnie wzrokiem pełnym uwielbienia, próbował się popisywać i naśladować. Całkiem nieźle radził sobie z Marcelem, jednak obydwaj byliśmy świadomi, że potrzebował trochę pomocy, którą zamierzałem mu dać.
Gdy poznałem Tylera, był młodym, zaczepnym byczkiem, który chciał być dominem. Miał sporo cech charakteru, które z ppewnością dawały mu pewien potencjał, ale jeszcze nie wiedział, jak się za to zabrać. Miał też w sobie sporo młodzieńczej niepokorności i buntu, co niekoniecznie sprawiało, że młodzi ulegli chcieli mu zaufać. Jednak on był niestrudzony, widziałem go na kolejnych imprezach, jak podrywał różnych ludzi. W końcu podszedłem do niego.
– Jeśli chcesz, nauczę cię, jak dominować – powiedziałem, uśmiechając się przy tym ciepło.
W pierwszej chwili popatrzył na mnie zaskoczony, jakby nie wiedział, co to może oznaczać, ale ostatecznie przystał na moją propozycję. Zabrałem go do swojego mieszkania. Kiedy zorientował się, że byliśmy tam sami, trochę się zmieszał.
– Jak chcesz mi coś pokazywać? – spytał. Pewnie spodziewał się, że będzie tu na niego czekał jakiś kąsek.
– Normalnie – odparłem. – Pokażę ci na tobie.
– Co?! – Minę miał przerażoną. Czyżby nigdy wcześniej nie był na dole? Niesamowite. Wydawał mi się coraz ciekawszą osobą.
– Rozbierz się – poleciłem tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Spojrzał na mnie gniewnie, przez chwilę jakby analizował swoje położenie.
W końcu jednak ustąpił. Zdjął z siebie ubranie i stanął nagi naprzeciw mnie. Nie zasłaniał się, nie krępował. Śmiało patrzył mi w oczy. Uśmiechnąłem się, był odważny, ale teraz musiałem mu zedrzeć z twarzy tę ostrą minę. Pociągnąłem go za przydługie włosy w dół i przycisnąłem jego głowę do swojego krocza. Szybko zrozumiał, co miał zrobić. Radził sobie całkiem nieźle, musiał mieć już całkiem spore doświadczenie. To dobrze. Gdy odciągnąłem jego głowę od siebie i zmusiłem, by na mnie spojrzał, syknął z bólu. Miał nadal gniewny wyraz twarzy i zaciskał szczękę. Znów kazałem mu obciągać, jednak tym razem sam nadawałem rytm, przez cały czas trzymałem go za włosy. Wchodziłem głęboko, czułem, jak przestawał panować nad sytuacją. O to właśnie chodziło. Miał się poddać, dostosować. W końcu pociągnąłem go w górę i posadziłem na stole, stając między jego rozsuniętymi nogami. Zaczynał patrzyć na mnie nieco niepewnie. Patrzyłem na niego trochę bezczelnie i podszczypywałem jego sutki. Gdy pchnąłem go na plecy i uniosłem nogi, zobaczyłem, że się spiął. Czyli jednak był to jego pierwszy raz. Nie chciałem być aż tak okrutny, wziąłem żel i powoli, cierpliwie go przygotowywałem, nim w niego wszedłem. A później potoczyło się już wszystko samo.
Tyler został, choć z początku chyba musiał się ze wszystkim przegryźć. Chodził trochę nadąsany, momentami czerwienił się, zapewne do swoich wspomnień. Nieraz widziałem, że chciał o coś zapytać, ale w ostatniej chwili się wycofywał. W końcu sam wziąłem go na rozmowę. Był już trochę mniej śmiały i pyskaty, jednak jego pewność siebie szybko się odbudowała. Wkrótce widziałem, jak znów zaczepiał różnych młodych chłopaków. Oni zapewne, przynajmniej w większości, o tym wtedy nie wiedzieli, ale Tyler już był mój. Nauczył się wypełniać rozkazy, słuchać i być posłusznym, choć nie zawsze łatwo mu to przychodziło. Dlatego tym bardziej od czasu do czasu musiałem go przywrócić do pionu. Marcel już to widział i uważałem, że było mu to potrzebne. Dzieciak też miał potencjał i byłem pewien, że Tyler sam nie chciałby go uczyć, więc musiałem wziąć sprawę w swoje ręce. Na początku chyba się mnie bał, ale potem przychodził już chętnie. Pokazywałem mu różne rzeczy na nim i na innych i dawałem mu również próbować. Szybko się uczył, miał wiele wspólnego z Tylerem, ale Marcel miał ogromny potencjał, by zostać dominem. Uczył się, słuchał, próbował. Był odważny i nieco bezczelny, ale miał sporo wyczucia, którego nieraz brakowało Tylerowi.
Drake natomiast od początku był bardzo podobny do Tylera i od razu też przypadli sobie do gustu. Wiedziałem, że wspólnie się bawili, wspólnie jeździli na motocyklach. Mieli wiele tematów do rozmów i sporo ich łączyło, ale tak naprawdę Drake był zupełnie inny. On nie próbował zgrywać wielkiego Casanovy, lepiej też radził sobie z uleganiem. Dlatego nie zdziwiło mnie zbytnio, gdy dowiedziałem się najpierw, że zajął się uroczą Ally, a później polubił też nieco bardziej mojego Nicka. Starałem się, by w mojej ekipie wszyscy mogli się nawzajem uczyć, dlatego też często nowe rzeczy, których chciałem któregoś z nich nauczyć, działy się w obecności innych. Tak też było, kiedy wzięliśmy Drake'a pierwszy raz na dwa baty. Pierwszy w niego wszedł Tyler, przytulił go mocno do siebie, trochę się śmiali i dokuczali sobie nawzajem, jednak wiedziałem, że w ten sposób Drake tłumił swój stres, a Tyler próbował go uspokoić. Z początku Drake nie wpuszczał mnie do środka, zaciskał się mimowolnie. Wciskał przy tym twarz w szyję Tylera, który gładził go po plecach. Byłem cierpliwy. Wkładałem w niego kolejne palce, milczałem, pozwalając, by to Tyler go zajmował. W końcu w niego wszedłem, trzymając mocno za biodra. Krzyknął, ale Tyler szybko złączył ze sobą ich usta.
Nie mniej ciekawym momentem było, kiedy wraz z Tylerem i Drakiem zajmowaliśmy się Nickiem. Był posłusznym i bardzo fajnym chłopakiem. Masochistą. Od początku widać było, że potrzebował odskoczni od problemów. Nie dość, że musiał się pogodzić z własną orientacją, to jeszcze zająć się siostrą, której problemy wszyscy uważali za poważniejsze, przez co jego schodziły na dalszy plan. Ja się starałem nie wartościować problemów ich wszystkich i znajdować czas dla każdego z nich, bo i każde potrzebowało uwagi. Nick wydawał się trochę zmieszany, gdy przyszło do zajęcia się tym, co mu obiecałem. Z jednej strony był podekscytowany, jednak z drugiej bał się. I wcale nie było mu się co dziwić. Nogi mu się trochę trzęsły, ale uklęknął między Tylerem i Drakiem i pozwolił im się mocno chwycić. Ukucnąłem przed nim z klamerkami połączonymi sznureczkami. Spojrzałem jeszcze raz na jego twarz, zanim przypiąłem pierwszą. Musiałem się upewnić, że wszystko było w porządku. Dwa rządki wzdłuż jego torsu. Przy obojczykach, na sutkach, pod żebrami i nad biodrami. Wtedy się od niego odsunąłem i stanąłem kawałek dalej.
– Gotowy? – spytałem.
Podniósł na mnie wzrok i nieśmiało pokiwał głową. Uśmiechnąłem się. Tyler i Drake chwycili go mocniej, a ja pociągnąłem za sznurki, zrywając je z jego ciała. Wrzasnął. Odruchowo chciał uciec, jednak od tego właśnie miałem chłopaków.
I w końcu był jeszcze Marcel. Całkiem już wyćwiczony, mimo młodego wieku. Radził sobie na dwa baty, znał klamerki. Musiał mieć niezły wstęp do tematu jeszcze zanim poznał Tylera. Od czasu do czasu pokazywałem mu na Caseyu, Ally albo Nicku, jak się kimś zająć, i pozwalałem mu pod moim okiem próbować samemu. Szło mu nieźle, choć na razie jeszcze nie zaczęliśmy tematu żadnych gadżetów, ale byłem dobrej myśli. Zastanawiałem się też, czy nie pozwolić mu zająć się Tylerem, jednak miałem wrażenie, że na tę chwilę byłby to zbyt wielki przewrót. Na razie Marcel dopiero odnajdował się w tym świecie, Tyler był jego ostoją, opiekunem, któremu zaufał, i przynajmniej na razie tak powinno pozostać. Być może sam to zaproponuje, a być może nawet nie będzie chciał. Z pewnością natomiast świetnie się odnajdywał po obydwu stronach. Może i nie był standardowym uległym, miał charakterek i bywał bezczelny, ale Tyler sobie z nim całkiem nieźle radził. I to się liczyło. Lubił, gdy ktoś się nim zajmował, czuł się w takich sytuacjach pewnie. A drugą stronę bardzo szybko odkrywał i byłem pewien, że całkiem sporo można z niego wyciągnąć. Chciałem, żeby poznał swoje możliwości, po obydwu stronach, dzięki temu będzie mógł podjąć decyzję, co mu bardziej odpowiada i jak chce, żeby to wszystko wyglądało.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Master: Drake

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Nie miałem powodów, by narzekać na swoje życie, i raczej tego nie robiłem. Jasne, jak wszyscy miewałem chwile zwątpienia, słabości, gorsze dni, jednak w ogólności uważałem się za naprawdę szczęśliwego człowieka. Osiągałem dobre wyniki sportowe, wiedziałem, że zawdzięczałem to nie tylko ogromowi włożonej w to pracy, lecz także wielkiemu szczęściu. Nieraz trenując, myślałem o Tylerze. O jego wypadku. To przecież mogłem być ja, jeździliśmy razem, ścigaliśmy się ze sobą, rywalizowaliśmy. Wtedy też byliśmy tam obydwaj. Po prostu ja miałem więcej szczęścia. Ten widok utkwił mi w pamięci, jakby to było wczoraj. Nieprzytomny Tyler leżący na środku ulicy, wokół niego kałuża krwi. Byłem przerażony, ale jakimś cudem udało mi się nad sobą zapanować. Zadzwoniłem na pogotowie, pojechałem z nim do szpitala, a stamtąd zadzwoniłem też do Iana. Nie miałem wątpliwości, że to jego powinienem zawiadomić, on będzie wiedział, co dalej. Czekałem, kiedy robili mu wszystkie badania, ale nie chcieli mi nic mówić, nie byłem członkiem rodziny. Na szczęście, kiedy przyjechał Ian, zajął się wszystkim i mogliśmy wejść do sali, w której leżał. Nieśmiało podążyłem za Ianem, Tyler nadal leżał na łóżku nieprzytomny, jednak oczekiwano, aż się obudzi. Musiał podpisać zgodę na operację.
Ian usiadł przy nim, ja stanąłem krok dalej. W końcu Tyler powoli otworzył oczy i półprzytomnym wzrokiem zlustrował swoje otoczenie. Jego wzrok zatrzymał się na Ianie, zmarszczył się.
– Co tu się dzieje? – spytał zachrypniętym głosem, po czym odchrząknął.
– Miałeś wypadek – odparł mu spokojnie Ian.
Jednak wyglądało na to, że Tyler nie do końca jeszcze wszystko pamiętał. Choć na całym ciele czułem drżenie, zebrałem się w sobie, by mu odpowiedzieć.
– Jechaliśmy bardzo szybko, nie wyrobiłeś się na zakręcie – wydusiłem z siebie.
Dopiero teraz Tyler spojrzał na mnie. Spróbował się podnieść, ale Ian ręką z powrotem zmusił go do położenia się. Niedługo później pojawił się też lekarz, więc nie musieliśmy mu próbować sami wyjaśniać całej sytuacji. Otwarte złamanie, pogruchotane kości, konieczna operacja, śruby, długa rehabilitacja. Tyler miał przerażoną minę, choć starał się nad sobą zapanować. Ian go obejmował i ostatecznie to on jedyny zachował wystarczająco dużą trzeźwość umysłu, by zmusić Tylera do podpisania dokumentu. Wkrótce wywieźli go na operacyjną, a my znów czekaliśmy na niego w milczeniu. Ian podjął decyzję, że nie będziemy niepokoić jego mamy, dopóki nie będzie wiadomo, co z nim.
Przez cały czas byliśmy później przy nim, nie odstępowaliśmy go na krok, ale było wiadomo, że w najbliższym czasie zbyt wiele nie był w stanie zrobić. Musiał po prostu czekać, dojść do siebie. Potem pojawił się ten dzieciak, Marcel. Z początku spodziewaliśmy się, że Tyler będzie się obawiał o swoją pozycję, że młodziutki blondasek o urodzie aniołka z różkami go wygryzie, ale szybko się okazało, że nasz przyjaciel był o wiele rozsądniejszy. Nie tylko nie potraktował Marcela jako zagrożenia dla siebie, ale też go polubił i wprowadził do towarzystwa. Tyler znał swoją wartość, a dzieciak całkiem nieźle się odnalazł w naszym świecie. Z zainteresowaniem przyglądałem mu się, gdy pierwszy raz go zobaczyłem w domu Ally i Nicka. Razem z Ally byli uroczą parką, nie wiedziałem, które z nich było bardziej rozbrajające swoją nieporadnością. Cieszyłem się, że przypadli sobie do gustu, Ally zasługiwała na kogoś naprawdę fajnego. Również ja i Nick zawdzięczaliśmy jej nasze szczęście. Prawdę mówiąc nie sądziłem wówczas nawet, że mu się podobałem, wydawał się tak zapatrzony w swoją siostrę i jej bezpieczeństwo, że sprawiał wrażenie, jakby nic poza tym go na tym świecie nie interesowało. Dlatego tym bardziej Ally mnie zaskoczyła, kiedy oznajmiła mi, że musimy się rozstać.
Nadal pamiętałem pierwszy raz z nią. I nie tylko pierwszy raz. Zaciekawiła mnie, zaintrygowała. Miała w sobie coś, czego nie mieli inni dotąd. Była nie tylko niesamowicie piękna, ale również jej osobowość mnie fascynowała. Kiedy się już otworzyła, okazywało się, że miała niesamowitą wiedzę, wiele przemyśleń i była świetną obserwatorką. Nie nudziłem się w jej towarzystwie. A w nim również bardzo często znajdywał się Nick. Uśmiechnięty, opiekuńczy, ciepły. Wiedziałem, że naprawdę mocno ją kochał. Przyglądał mi się czasem dyskretnie, jednak uznawałem wówczas, że sprawdzał po prostu faceta swojej siostry. Teraz wiedziałem już, że to nie było tak. A raczej nie tylko tak. Kiedy pierwszy raz zostawiła nas samych, po tym, jak powiedziała nam o wszystkim, nie do końca wiedziałem, co powinienem zrobić. Patrzyłem na jego piękną twarz, niemalże identyczną wówczas, co Ally. Równie piękne, wielkie błękitne oczy i delikatne, jasne włosy. Spoglądał na mnie niepewnie, nie odzywając się. W końcu uśmiechnąłem się rozczulony i odgarnąłem mu z twarzy pasmo włosów. Zarumienił się i drgnął. Czy mi się podobał? Oczywiście, oboje mi się bardzo podobali, oboje byli cudowni. Czy go chciałem? Jasne. Czy on mnie? Najwyraźniej też.
Nachyliłem się do niego i złączyłem ze sobą nasze usta, w pierwszej chwili nie odwzajemnił, dopiero później poczułem, jak nieśmiało próbował odpowiadać na moje gesty. Niepewnie objął mnie wokół szyi. Powoli brnąłem dalej, zmusiłem go, by oparł się o ścianę i zacząłem masować jego ciało, dotykać je i gładzić. Całowałem go i lizałem, słuchając jego cichych westchnień. W końcu uniosłem jego uda, a on mocno objął mnie nimi i ramionami, zaniosłem go do jego pokoju. Wiedziałem, że nie był to jego pierwszy raz. Ten, jak i w przypadku wielu innych, w tym mnie, należał do Iana. Jednak nie przeszkadzało mi to, jemu najwyraźniej również. Kochaliśmy się powoli i spokojnie, nasycając się każdą chwilą. Był w łóżku zupełnie inny niż jego siostra. Spoglądał na mnie zakochanym wzrokiem i za każdym razem zachowywał się, jakby nie chciał, by ta chwila kiedykolwiek się skończyła. Nasycał się każdym dotykiem i gestem, chciał czuć, nie tylko ciałem, ale i duszą. Ale trochę czasu minęło, nim nabrał pewności w nowej sytuacji, z początku rumienił się i zawstydzał zawsze, gdy pokazywaliśmy się gdzieś razem. Był tak uroczo niewinny. Za to Ally trochę się z niego naśmiewała, tak z miłością, niezłośliwie. Znałem już ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że może i na co dzień była nieśmiała, jednak potrafiła być prawdziwą tygrysicą.
Czy cieszyłem się, że Tyler wracał na scenę? Jasne. I to jak! Kibicowaliśmy mu wszyscy z całego serca. Niedługo miała nadejść premiera jego pierwszego występu od czasu wypadku i byłem pewien, że nikt z jego bliskich nie zamierzał przegapić takiego widowiska. Zastanawiałem się też, czy jego niedawno poznany braciszek będzie chciał się tam pojawić, ale nie pytałem Tylera o to. Wystarczyło, że chciał się podzielić ze mną i Ianem samym faktem, że miał brata. Okaże się. My się wszyscy wybieraliśmy. Chcieliśmy tam być dla niego, z nim, przy nim. Zasługiwał na to. Chociaż i on miał swoje słabości, ale te generalnie dotyczyły Iana. Domyślałem się, że po cichu się w nim podkochiwał, tylko nie chciał się do tego przyznać. Zastanawiałem się czasem, czy Ian tego nie widział, czy tylko udawał. Ich sprawa. Wszyscy musieliśmy od czasu do czasu ulegać Ianowi, taki mieliśmy układ, jednak to Tyler najbardziej się z tego wykręcał. Z jednej strony rozumiałem, że sam chciał dominować. Ja zresztą też i Ian bardzo chętnie to wykorzystywał. Uczył nas, szkolił. Zmuszał do rywalizacji, ale czasem też upokarzał przed sobą nawzajem. Ale teraz pojawił się też Marcel i widziałem, że Ian chciał także nacieszyć się swoją władzą nad Tylerem przy nim. A Tyler i bez tego niezbyt chętnie rozkładał nogi.
Ian umiał zapanować nad nami wszystkimi, więc i ja, i Tyler, nawet po wcześniejszych wątpliwościach, po prostu się zgadzaliśmy. Czasem zmuszał nas, żebyśmy błagali o orgazm przy sobie nawzajem. Upajał się naszym zawstydzeniem i zażenowaniem. Zdarzało się też, że kazał nam zajmować się sobą nawzajem, jednak to było rzadkie. I miało na celu raczej okiełznanie temperamentu Tylera. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Ian chciał, żeby Tyler wiedział, gdzie było jego miejsce. Tak samo, jak wszyscy inni. Chciał czy nie, był jego własnością, do której miał prawo. Ale miałem też okazję zobaczyć, że potrafił się także nim doskonale zająć, tak, że zapominał o całym swoim wstydzie, o całej niepewności i po prostu poddawał się temu, co czuł. Jęczał wtedy głośno i błagał o więcej, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Ja nie byłem aż taki. Jasne, też byłem dość dominujący i lubiłem dowodzić, ale nie miałem aż takiego problemu z poddaniem się, co Tyler. Może było tak dlatego, że gdy poznałem Nicka i Ally, już należałem do Iana? Po prostu było to dla mnie oczywiste, że tak bywało. Że on tam był, a my wszyscy byliśmy dla niego. A on był dla nas. Zawsze mogliśmy liczyć na niego, na jego wsparcie i pomoc. Może właśnie dlatego wszyscy nadal przy nim trwaliśmy.

Zobacz stronę opowiadania "Master"

środa, 16 sierpnia 2017

Master: Historia Ally (Ally)

Ostrzeżenia: +18, yaoi, bdsm, te sprawy.

~*~

Kiedy o tym myślałam, czułam, jakby to było wczoraj, choć minęło już kilka lat. A tak naprawdę to trwało od zawsze...
– All, chłopcy nie noszą długich włosów.
– Alastair, Nick, kupiliśmy wam samochodziki. Idźcie się pobawić.
– All, chodź pograć w piłkę!
...i tak bez końca. Nick i ja byliśmy bliźniętami. Jednojajowymi. A jednak tak bardzo się różniliśmy. O wiele bardziej niż wszyscy myśleli, choć sama tego nie rozumiałam. Przynajmniej wtedy. Wiedziałam tylko, że coś było nie tak. Nick co prawda też nie był zbyt energiczny. Nie biegał jak większość chłopców za piłką, samochodzikami też bawił się raczej spokojnie. Za to mnie bardzo się podobały sukienki mamy. I rzeczy do włosów. I do makijażu. Rysowałam sobie czasem, siedząc gdzieś w kącie. W szkole raczej nie gadałam z chłopcami, bo i nie miałam, o czym. Nie interesowały mnie ich zabawy. Wolałam rozmawiać z dziewczynami, ale byłam raczej nieśmiała i nie zdarzało się to często. Czasem jakaś była miła i podeszła do mnie, uśmiechnęła się i usiadła obok. Na szczęście nikt mnie jawnie nie odrzucał, w szczególności cieszyłam się, że Nick był zawsze dla mnie i akceptował mnie taką, jaką byłam. Nie wiedziałam wtedy, co ze mną było nie tak. Dlaczego byłam inna, dlaczego nie pasowałam.
Obserwowałam otoczenie, obserwowałam innych i samą siebie. W końcu byłam już tego pewna. Nie byłam chłopcem, byłam dziewczynką. Nie wiedziałam, jak to możliwe ani co to znaczyło. Powiedziałam wtedy o tym Nickowi. Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic i czułam, że mogłam mu zaufać – nie zawiódł mnie. Powiedział mi wtedy, że to w porządku i że też to zauważył. Nie wiedziałam za to, jak zacząć temat z rodzicami. Byłam wtedy w podstawówce, całkiem przez przypadek zobaczyłam program w telewizji. I wtedy przyszedł szok. Nie byłam jedyna! Istnieli ludzie tacy, jak ja, dowiedziałam się też wtedy, że mogłam być „prawdziwą dziewczynką”. W końcu zebrałam się na odwagę i szczerą rozmowę z rodzicami. Nick poszedł ze mną, obiecał, że mi pomoże. Na szczęście przyjęli to zadziwiająco dobrze, choć z początku szło mi topornie. Oczywiście, wiedziałam, że dla nich to było wiele, że musieli to przetrawić, ale obyło się bez wielkich awantur, konfliktów czy wyzwisk. Po tygodniu rodzice jeszcze raz chcieli porozmawiać. Wtedy też powiedzieli, że zorientowali się w temacie i zaproponowali wizytę u lekarza. Byliśmy razem u seksuologa i psychologa. Potem miałam wykonaną serię badań. Wkrótce też wszystko potwierdziło to, co już wiedziałam – byłam dziewczynką.
Z początku przypisane miałam tylko blokery. Na hormony byłam za młoda. Rodzice porozmawiali też w szkole, żeby mówili na mnie „Ally”, a nie „All”. Na szczęście okazali się bardzo wyrozumiali i nie robili problemów. Trochę bałam się, że dzieciaki w szkole będą mi dokuczać, ale wszystkie objawy niechęci zabijał w zarodku Nick. Jednak najgorszy był sam początek. Pierwszego dnia po rozmowie rodziców z nauczycielami bardzo się stresowałam przed przyjściem do szkoły i pewnie nie dałabym rady się przemóc, gdyby Nicka nie było obok. Gdyby mnie nie podtrzymywał na duchu, uspokajał. Tak samo bardzo, jeśli nie jeszcze bardziej, się stresowałam, siedząc przy biurku w swoim pokoju i patrząc na przypisane mi tabletki. Długo tak trwałam, zanim się przemogłam i je wzięłam. Nick w międzyczasie kilka razy do mnie zajrzał, wiedziałam, że chciał mi pomóc, ale za każdym razem czułam się coraz mniej pewnie. Musiałam się sama przełamać. Potem było już trochę lepiej. Kolejnym większym kryzysem było, kiedy mama ścinała włosy Nickowi. Tylko Nickowi. Dziwnie się wtedy poczułam. Jasne, cieszyłam się, że tak gładko to poszło z ich strony, ale chyba sama miałam największy problem z dostosowaniem się do tych wszystkich zmian.
Później, gdy byłam już nastolatką i moje koleżanki zaczynały dojrzewać, mama sama zaproponowała, że wybierze się ze mną kupić stanik. Choć czułam się trochę dziwnie, ucieszyłam się. Wiem, że o tym wiedziała. Doceniałam to tym bardziej, że wiedziałam, że dla niej był to równie trudny temat. Zaczynałam też już wtedy brać hormony. Miałam też wtedy już całkiem długie włosy, uczyłam się też robić sobie makijaż. Byłam praktycznie jak normalna dziewczyna. Niemalże taka, jak wszystkie inne. Tylko ja widziałam, że moje ciało nie należało do dziewczyny. Patrzyłam na nagą siebie w lustrze i wiedziałam, że to nie było ciało kobiety. A najgorsze było, że wtedy hormony nawet same z siebie szalały, a ja nad tym nie panowałam... I bywało różnie. Z początku czułam się z tym bardzo źle, jednak w końcu, głównie dzięki bliskim, po prostu nauczyłam się z tym funkcjonować. Gdy byliśmy jeszcze trochę starsi, Nick zaproponował, żebyśmy się wybrali na imprezę, poznali trochę ludzi. Obiecał, że będą otwarci. Tak właśnie poznaliśmy Iana, Tylera, Caseya i wielu innych. Swój pierwszy raz przeżyłam z Drakiem. Chłopakiem dwa lata starszym ode mnie. Należał do paczki Iana, bardzo mocno konkurował z Tylerem. Długo mnie przekonywał i uspokajał, w końcu się zgodziłam. I nie było mi z nim źle. Wręcz przeciwnie.
Po prostu potem zobaczyłam, jak patrzył na niego Nick. Wiedziałam, że zależało mu na nim o wiele bardziej niż mnie, jednak nic by nie powiedział, bo chciał moje szczęścia. Kochany. Zawsze był wspaniałym bratem. Nie mogłabym prosić o lepszego. Porozmawiałam wtedy z nimi obydwoma, najpierw po kolei, potem razem. Cieszyłam się z ich szczęścia. Wtedy już wiedziałam, że ja też mogę kiedyś kogoś poznać. Nadal też byłam w bliskich relacjach z Drakiem. Bawiliśmy się wszyscy razem, czasem Ian pozwalał Tylerowi albo Drake'owi dowodzić, jednak dbał o to, żeby nie mieli wątpliwości, kto tam rządził. A potem Tyler miał wypadek, sporo się zmieniło. On i Drake zawsze byli nieostrożni i nieodpowiedzialni, ale wtedy wszyscy staraliśmy się mu pomóc. Nawet Drake odłożył na bok ich przechwałki, żeby wspierać Tylera. I wtedy pojawił się też Marcel. Nie wiedziałam, jak on to wszystko przyjmie, w końcu był kimś z zewnątrz. Nie był jednym z „nas”. Ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był niesamowitym, uroczym i kochanym chłopakiem. Widziałam też, że Nick go polubił, co mnie bardzo ucieszyło. Nie wyobrażałam sobie, żeby mój brat miał nie zaakceptować mojego chłopaka. Nie po tym wszystkim. Był dla mnie zbyt bliską osobą, żeby miało mnie to nie obchodzić.
O dziwo, całkiem szybko zaczęliśmy z Marcelem rozmawiać na poważne tematy. Cieszyła mnie jego otwartość i siła charakteru. Mówiłam mu o swoich kompleksach i niepewnościach, a on mi powtarzał, że jestem piękna i cudowna bez względu na to, co postanowię. Bo tego nie wiedziałam. Wiedziałam, że operacje nie były konieczne, terapia hormonalna i opinie lekarzy wystarczały, żebym mogła prawnie być kobietą, przyzwyczaiłam się też funkcjonować ze swoim ciałem i nie wiedziałam, jak i czy poradziłabym sobie po zmianach. Z jednej strony bardzo chciałam być „prawdziwą kobietą”, mieć piersi, nie mieć penisa... Ale z drugiej chyba nie czułam się na to tak naprawdę gotowa. Przerażała mnie ta myśl, dręczyła po nocach. Czy będę się potrafiła odnaleźć? Czy to sprawi, że będę szczęśliwsza? Na szczęście dla nikogo moje ciało, cała moja sytuacja też nie były to problemami. Fotografowie się rozpływali nad moim wyglądem, chwalili mnie i zapraszali na kolejne sesje, mimo mojej wielkiej nieśmiałości, na którą ciągle narzekali, że musieli mnie rozruszać, zanim zaczęli robić zdjęcia. Marcelowi się podobałam, rodzina i przyjaciele mnie akceptowali, więc nie czułam też tak ogromnej presji. To mogło poczekać na swój czas, nie musiało być moim priorytetem.

Zobacz stronę opowiadania "Master"
Batman Logo